Zaraz po świętach usiadłam, by podsumować mijający rok i zaplanować nieco nowy... To był udany wieczór. Nawet po zgoła miłych świętach potrzebowałam czasu dla siebie. Teraz więc czas na dopracowywanie planów, by od nowego roku ruszyć z kopyta. Mało mnie tu ostatnio i zapewne niewiele się w tej materii zmieni, przynajmniej w najbliższym czasie. Ale pisać będę tylko nieco... inaczej. Napiszę więcej niebawem...
W dzisiejszym wpisie będę udowadniać, że listopad owszem, może być kolorowy. A więc... Początek listopada to kolorowanie, kolorowanie i jeszcze raz kolorowanie. Poza tym rzucanie okiem na jesień za oknem w pracy i (obok i poniżej) gra w kalahę (mankalę) z Ma. - przy grzańcu i plotach. I tradycyjnie: pierwszy poniedziałek miesiąca w KOrsarzu czyli koncert Ceili i Reflinki, jesienne klimaty i zaraz...
Książki, po które sięgnęłam w listopadzie nie pochłonęły mnie jakoś szczególnie... nie było wśród nich perełek, o których nie umiałabym zapomnieć. Ot, poczytałam nieco, poszłam dalej i mam nadzieję, że trafię na coś, co mnie bardziej porwie. Oby :) A więc w listopadzie przeczytałam: 1. Paullina Simons: Sześć dni w Leningradzie Przeczytałam i momentami mi się nawet podobała. Tak troszkę. Jednak jakoś dość...
Coś we mnie pękło i nie jestem w stanie dłużej przemilczać tego, co mnie gryzie. Ciężko mi zrozumieć zawiść i zazdrość kryjące się czasem w ludzkich sercach. Zazdrość o wszystko, co mam, co udało mi się wypracować, czego się nauczyłam, co osiągnęłam, zazdrość z powodu ludzi, których mam wokół siebie, umiejętności, które mam czy łatwości nawiązywania kontaktów. O ile jeszcze jestem w stanie...
A ja desperacko szukam ciepła: w sobie, w swoim najbliższym otoczeniu, w życzliwych rozmowach i w chwilach oderwanych od codziennego zabiegania. Wieczorem wracam do mieszkania, zapalam światełka i świeczki, robię sobie wielki kubek herbaty - i znajduję czas, by pogadać z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. A czasem jest zwyczajnie źle. Wszelkie plany muszą czekać na swoją realizację, bo z różnych powodów...
Mój zwariowany październik... Kiedy tak przejrzałam zdjęcia, zaskoczyło mnie, jak często pewne aktywności stawały się dość istotnym elementem mojej codzienności. W październiku było bardzo muzycznie i już bardziej niż we wrześniu tanecznie. Poniżej: koncert Celi w Korsarzu, po raz pierwszy wystąpiła z nimi Reflinka :) Niżej właściwie ten sam skład, tylko miejsce inne: Irish Pub :) Się działo, się tańczyło.... Poza tym mandala,...
Uprzedzając pytania: tak, to moja własna łapa i moja własna, prywatna, czterolistna koniczynka... no ok, po prostu znaleziona przeze mnie w Gdańsku, teraz już nie moja bo dałam ją komuś na urodziny :D Swego czasu ujęłam to tak: Co mi się w Królewiczu nie podobało, co mnie do szału doprowadzało to jedno, ale naprawdę doceniałam to, że jeśli coś obiecywał to to robił...
W październiku wręcz pochłaniałam książki, właściwie to nie wiem, jak znalazłam na to czas, skoro ciągle byłam a to na koncercie, tańczyłam, albo gdzieś indziej się pałętałam - ale jakoś się udało. W dodatku wpadło mi w ręce kilka tak wciągających pozycji, że ciężko się było od nich oderwać, choćby i czasu nie było. Najwyżej zostanie go mniej na sen. Ale na książki...
Za oknem deszcz, wiatr, chłód i ciemność, a ja się chowam w ten pierwszy wieczór listopada w ciepłym mieszkaniu, zapalam płomyki świec i... No właśnie. Nie, nie spędziłam dzisiejszego dnia na cmentarzu, nie zapaliłam ani jednego znicza. Spędziłam ten dzień w pracy, cóż, tak wyszło. Choć mimo wszystko, pozwoliło mi to trochę uspokoić myśli, bo mimo wszystko był to dość spokojny dzień. Zaduma...
Troszeczkę zaczynam mieć wrażenie, że "wyrastam" z pisania w taki sposób. Nie tylko tutaj, ale w ogóle, bloga. Na razie co jakiś czas i tak pewnie coś naskrobię, ale nie mam pojęcia w jaką stronę to pójdzie. Dzieje się u mnie tyle, że gdybym chciała się tym podzielić, nawet nie wiem, od czego mogłabym w tym wszystkim zacząć - napiszę więc, że ogólnie...
Pomyślałam, że czas odświeżyć nieco przepis na muffinki buraczane. Przepis w dużym stopniu bazuje na TYM przepisie, jednak mój jest nieco zmodyfikowany. Oto on: Składniki: 250g mąki 40-50g kakao 2 tabliczki gorzkiej czekolady 1 tabliczka mlecznej czekolady (opcjonalnie) 400g buraków 150-160g cukru 2 jajka 100ml oleju 2 łyżeczki proszku do pieczenia szczypta soli Buraki zetrzeć na tarce jarzynowej, czekoladę pokroić na drobne kawałki....
Dawniej o ryzyku pisałam tak: Bo czy nie jest ryzykiem zaufać komuś, kogo się mało zna, bo tak mówi intuicja - i sprawdzić osobiście czy to była dobra decyzja czy nie? Zwłaszcza jeśli zdania na temat tej osoby wygłaszane przez innych nie zawsze są pozytywne, a temat wymaga odsłonięcia się dość mocnego. Dalej się z tym zgadzam, co więcej, nieraz tak zrobiłam i...
Czas powspominać wrzesień... ;) Skoro wrzesień to wrzosy w pewnej uroczej kawiarni na Nowym Mieście z Ma. Kolorowanie w wolniejszej chwili i mega zabiegane dni, kiedy chodziłam na rozmowy w sprawie pracy, zaraz po nocce w aktualnej pracy. Fioletowe kwiaty w Parku Skaryszewskim, kiedy korzystaliśmy ze słońca z Ktosiem. I szalony kolor pazurków, z którym poszłam na rozmowę w sprawie pracy. Słoneczne chwile...
Lubię ją. Na co dzień wiele jest rzeczy, które nas łączą. Rozmawiamy na tematy, na które zwykle rzadko się rozmawia, ale dla nas nie są tabu. Nazywamy same siebie przyjaciółkami, ona mnie a ja ją. Miałyśmy krótki okres nieodzywania się do siebie, kiedy po jednej dość gwałtownej wymianie zdań nie chciałyśmy się widzieć przez pół roku - a pół roku w skali znajomości...
Wrzesień w jakiś dziwny sposób nie sprzyjał czytaniu (tia, trudno się dziwić, skoro wiecznie gdzieś biegłam i stale coś robiłam, kogo chcę nabrać? ;) ) ale mimo wszystko choć przeczytałam niewiele ksiażek (jak na mnie) to nie było wśród tych przeczytanych pozycji, które by mnie rozczarowały. A więc... będzie krótko i konkretnie. 1. Celeste Ng: Wszystko czego wam nie powiedziałam Niebanalna, oryginalna, zaskakująca....
Niby to tylko parę słów, ale jakoś ciężko zapomnieć. Ciężko nawet nabrać dystansu, choć jak zwykle w takich przypadkach - zapewne upływ czasu okaże się zbawienny. Ocenianie Ktoś ocenił mnie szybko i bez zastanowienia po tym, co wrzucam na fb, po kilku zaledwie rozmowach na żywo - słowa-klucze: naiwność, romantyczność i melancholijność. I zobaczył w kilku od niechcenia i bez większego zastanowienia rzuconych...
Trochę chyba zaniedbałam to miejsce. Dużo się działo we wrześniu... Choć i tak ostatni tydzień pod tym względem bije na głowę wszystkie inne. Nie żebym z tego powodu narzekała - ale mimo wszystko czuję się trochę zmęczona. Próba połączenia mojej stałej pracy z dodatkową plus jednorazową możliwością dorobienia sobie - choć zakończona sukcesem, nieco mnie wyczerpała. Zrobiłam dla siebie wiele we wrześniu, zaczęłam...
Tak bardzo momentami nie wiem co dalej i w jaką stronę. A kiedy wiem, zrobienie pierwszego kroku, a może raczej serii kroków w nową stronę - jest zbyt skomplikowane, zbyt trudne, nogi jak z ołowiu, ciężko. A później te sny: czasem niepokojące, czasem zwyczajnie zbyt mocno zapadające w pamięć, powiem Wam jedno: to nieprawda, że śni się tylko wtedy, gdy sen trwa odpowiednio...
Jastrzębia Stara, lipiec 2007 Ostatnio ta historia wróciła do mnie we śnie. Chyba mimo wszystko, dopóki o tym nie napiszę, nie zamknę tego w sobie. Od razu mówię, nie będzie to optymistyczna opowieść. Z moją Mamą łączyły (i łączą... w pewnym sensie nadal) mnie trudne relacje. Jako dziecko miałam pod dostatkiem czułości i ciepła, im starsza byłam, im bardziej się buntowałam i miałam...
1. Elizabeth Gilbert: Botanika duszy Zachwyciła mnie ta książka, po prostu jedna z lepszych, które w tym roku przeczytałam, a co ważne: zupełnie inna niż Jedz, módl się, kochaj. Co było dużym plusem, jak dla mnie :) Kawałek dobrej i fajnie podanej literatury. 2. Iwona Majewska-Opiełka: Powiedz to dobrym słowem Nietypowa lekktura, dobrze napisana i przyjemna w czytaniu. Choć pod koniec już mnie...
Nie będzie łatwo... Niebawem obok tematów lekkich, łatwych i przyjemnych zacznę pisać też o czymś, co mnie pomimo upływu lat nadal dość mocno uwiera. Nie będzie to przyjemny temat, liczę się z tym, że tym pisaniem przynajmniej część z Was się zrazi do mnie, jednak... nie umiem inaczej. Potrzebuję to z siebie wyrzucić, a gdzie, jeśli nie tu? Potrzeba mi to wyjąć z...
Miło czasem sobie przypomnieć, co działo się w ostatnich tygodniach - tak namacalnie :) Tak więc zachód słońca na Grochowie, pelargonie kwitnące na całego, próby poprawienia sobie humoru w pracy w czasie ciężkiego pierwszego tygodnia sierpnia i babski wieczór spędzony na oglądaniu filmu z Tomaszem Kotem. Niebo uchwycone pomiędzy budynkami nad Przestrzenią Prywatną... I moje szaleństwo w postaci czarnych pazurków z zielonym brokatem. ...