Będzie dziś sentymentalnie. Bo dokładnie dziś mijają trzy lata od pewnego niezwykłego dla mnie dnia. 30 marca 2011, krokusy w Ogrodzie Saskim Pomysł na pisanie chodził za mną od kilku dni, niejasno majaczyły w głowie jakieś pomysły na teksty. Wiosna powolutku rozwijała swoje uroki, pojawiały się na drzewach pierwsze listki, pierwsze kwiaty, ciepło, słońce... Pewnej nocy pomysły nabrały realnych kształtów. Założyłam bloga i...
... stał się już historią. Odszedł do przeszłości. A ja tam byłam, współorganizowałam i było super. Zmęczona ale szczęśliwa. Mnie oczywiście nie mogło na nim zabraknąć w charakterze wolontariuszki... w dodatku liderki. No oczywiście, mogę sobie obiecywać, że ograniczę, że no przecież mam tyle na głowie i się z niczym nie wyrabiam... a i tak wychodzi jak wychodzi :D A później spotykam tych...
Jak mi minął marzec w projekcie WYLUZUJ? Z jednej strony intensywnie, z drugiej... niezwykle :) Czasem mam wrażenie, że podejmując tych kilka decyzji, tak związanych z podjęciem pracy nad sobą w ramach projektu, jak i ogólnie, życiowo, zniszczyłam jakieś tamy i nagle wiele spraw w jakiś dziwny sposób samo się zaczęło układać, iść w dobrą stronę. Samo z siebie. Uświadomiłam sobie, że są...
Jakoś mi nieswojo bo z dnia na dzień z zastępcy lidera stałam się liderką zespołu wolontariuszy. W Akademii Przyszłości. Bo wszyscy zainteresowani i decyzyjni zgodnie stwierdzili że skoro dotychczasowy lider chce odpocząć, nadaję się idealnie. Różnica jedynie taka, że to, czym przez ostatnie miesiące zajmowałam się "za mojego lidera" teraz będzie już zupełnie zależało ode mnie, na moją odpowiedzialność... Dziwnie mi z tym...
Są w moim życiu ludzie których co prawda fizycznie i namacalnie nie ma a jednak zajmują jakieś mniej lub bardziej istotne miejsce, zajmują jakąś przestrzeń w sercu... I nie chodzi o to, by nie pamiętać. Pamiętać chcę o wszystkim i o tych co byli ważni a nie ma ich w moim życiu. Jednak co innego pamiętanie, a co innego rozpamiętywanie. Czasem myślę, że...
Popełniłam ciacha. Korzenne. Z lukrem. Z posypkami kupionymi kilka dni temu :) Istne szaleństwo. Nie wiem jak to jest możliwe, ale to pierwsze takie ciacha jakie upiekłam i tak ozdobiłam. A ile miałam przy tym frajdy to już moje. Jeszcze więcej będę jej miała jak się podzielę z kilkoma osobami :) Efekt? Proszę bardzo: Przepis (znaleziony gdzieś w czeluściach netu): 0,5 kg mąki...
Chyba jestem szalona żeby w dniu kiedy mam wolne od pracy i mogłabym po prostu odpocząć to nieeee. Przemeblowanie w pokoju bo mi się zatęskniło za starym ustawieniem mebli, a wszak sezon grzewczy już się właściwie kończy... (po prostu mam fisia na punkcie łóżka pod oknem, a jak ma stać tam kiedy grzejnik grzeje na full a ja nie mam go jak przykręcić?)...
Ta historia zaczęła się latem, 7 lat temu. To były najdłuższe wakacje jakie miałam: w kwietniu skończyłam szkołę, w maju zdawałam maturę, letnie miesiące to był czas odpoczynku i zarobienia sobie dzięki zrywaniu owoców, a jesienią zaczęłam studia. Ostatnie takie wakacje, a zarazem pierwsze, bo tak długich wakacji jeszcze nie miałam. Pamiętam, że ciężko mi było wtedy oswoić się z myślą, że niebawem...
Zazdroszczę niektórym ludziom ich umiejętności życia teraźniejszością, niezadręczania się przeszłością i tym wszystkim na co nie mają wpływu... umiejętności cieszenia się na maksa z tego, co jest teraz, życia "tak po prostu".
Choć sama wiem, że wiele osiągnęłam w tym temacie, dalej jest mi niekiedy pod górkę.
I czasem dalej za dużo się zastanawiam, za dużo myślę, sięgam do przeszłości.
Mimo, że przy mnie ludzie co do których wiem, że chcą ze mną spędzać czas, lubią mnie, jestem dla nich ważna tak jak oni dla mnie... to czasem tak ciężko uwierzyć że czasy kiedy było inaczej (przynajmniej w moim odczuciu) są gdzieś daleko za mną. Uwierzyć ot tak, że mogę nie zastanawiać się, nie analizować, bo przecież jest tak do bólu OK, mam kryzysy i dołki ale z każdego z nich wychodzę silniejsza i bardziej świadoma tego co dla mnie ważne, co liczy się bardziej a co mniej. Uwierzyć, że mogę tak po prostu żyć tu i teraz i doceniać każdą chwilę- tego chcę.
Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...
Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,
Bez światło-cienia...
Tęskno mi, Panie...
(C. K. Norwid)
Wraz z moim znajomym, fascynatem fotografii wyruszyliśmy na małą wędrówkę po Warszawie. Po zachodzie słońca właśnie. A właściwie tuż przed nim wyruszyliśmy i wędrówkę skończyliśmy na długo po nim. Poniżej efekt: ruiny budynku Gazowni Warszawskiej (Wola) jak dla mnie... nieco jak Koloseum ;) a zachodzące słońce zagląda... wiosna na tle Gazowni Warszawskiej widok na Śródmieście z Mostu Poniatowskiego Muzeum Narodowe Most Poniatowskiego co...
Pogoda psoci, psuje humor zmianami ciśnienia i wiatrem, deszczem, szarym niebem za oknem. Na przekór temu wszystkiemu podzielę się czymś pozytywnym. Bo, przyznaję: mój humor za wesoły nie jest. Pomyślałam w każdym razie że podzielę się aktualnym stanem mojego Słoika Sukcesów... i nie tylko :) czy po 2,5 miesiąca to tak w sam raz? i ten uśmiech.... no tak, a tu moja nowa...
Miałam trudną rozmowę w pracy, wracałam zamyślona. A mimo to zauważałam te wszystkie odrobinki wiosny, pierwsze listki, ta jasna zieleń... Kiedy już skręciłam między bloki na moim osiedlu, zauważyłam że pod jednym z nich stoi karetka. W zasięgu tego samego spojrzenia młode, wiosenne listki na krzaku i karetka w której zatrzasnęły się drzwi i odjechała na sygnale. A ja zostałam. I pomyślałam sobie,...
Chłopak, który był drobnym złodziejaszkiem a jego życie upływało bez większych refleksji i trudności i bogaty, sparaliżowany mężczyzna. Czy mogło by ich coś połączyć? Nie? Wręcz przeciwnie.
Młody chłopak niemalże z przypadku staje się asystentem sparaliżowanego człowieka, z czasem powie o tym tak:
Podjąłem się pracy u Philippe'a Pozzo di Borgo, bo byłem młody i głupi, chciałem jeździć pięknymi autami, podróżować w pierwszej klasie, spać w zamkach, podszczypywać bogate panienki i bawić się, gdy udając oburzenie, z cicha popiskiwały. Niczego nie żałuję. Ani dawnej motywacji, ani tej, którą jeszcze dziś się kieruję. Jednak opowiadając w tej książce o moim życiu, zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. Z tego, że dorosłem dopiero przy panu Pozzo, przez duże P, będąc już całkiem dorosły. I że apetyt na życie pochodzi z serca. Teraz ja z kolei staję się liryczny jak sztuka abstrakcyjna...
Szczera opowieść, a jednak pozbawiona jakiegokolwiek patosu, tony lukru i szczegółowego opisu jak było źle i jak nagle się cudownie zaczęło układać. Wręcz przeciwnie: na początku zwykły chłopak choć nieco zagubiony i wybierający niezbyt dobre wyjścia, powoli, niemal niezauważalnie zmienia się pod wpływem kogoś, kogo z czasem zaczyna nazywać przyjacielem. Co więcej, zmienia też jego życie...
Ofiarował mi swój fotel niczym laskę, na której mogę się opierać. Korzystam z niej do dziś.
![]() |
źródło: jestkultura.pl |
Młody chłopak niemalże z przypadku staje się asystentem sparaliżowanego człowieka, z czasem powie o tym tak:
Podjąłem się pracy u Philippe'a Pozzo di Borgo, bo byłem młody i głupi, chciałem jeździć pięknymi autami, podróżować w pierwszej klasie, spać w zamkach, podszczypywać bogate panienki i bawić się, gdy udając oburzenie, z cicha popiskiwały. Niczego nie żałuję. Ani dawnej motywacji, ani tej, którą jeszcze dziś się kieruję. Jednak opowiadając w tej książce o moim życiu, zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. Z tego, że dorosłem dopiero przy panu Pozzo, przez duże P, będąc już całkiem dorosły. I że apetyt na życie pochodzi z serca. Teraz ja z kolei staję się liryczny jak sztuka abstrakcyjna...
Szczera opowieść, a jednak pozbawiona jakiegokolwiek patosu, tony lukru i szczegółowego opisu jak było źle i jak nagle się cudownie zaczęło układać. Wręcz przeciwnie: na początku zwykły chłopak choć nieco zagubiony i wybierający niezbyt dobre wyjścia, powoli, niemal niezauważalnie zmienia się pod wpływem kogoś, kogo z czasem zaczyna nazywać przyjacielem. Co więcej, zmienia też jego życie...
Ofiarował mi swój fotel niczym laskę, na której mogę się opierać. Korzystam z niej do dziś.
Kilka zdjęć sprzed paru dni, tak na przypomnienie wiosny i słońca: zdecydowanie potrzeba mi słońca i lepszego humoru :) ...
(tylko i wyłącznie dla rymu :P ) A na serio: nie wiem, czy to przesilenie wiosenne, czy dopadający co miesiąc PMS, humor mam podły, nie lubię chwilowo większości ludzi i gryzę, zwyczajnie gryzę. I żywię niechęć do swoich decyzji które wymuszają na mnie ogarnianie pracy, zmiany pracy, spraw akademiowych, Półmaratonu niemal jednocześnie,z Runmagedonem w perspektywie i pracą nad sobą. A miałam nie być...
źródło: Visual Statements Może czasem to tylko słowa... to, co powyżej. To czasem, a może nawet bardzo często jest trudne, ale nie chciałabym nikogo zatrzymywać w swoim życiu na siłę, by zostawał, bo co będzie jak odejdzie, bo jak sobie poradzę, bo będę cierpieć. Tylko gdy jest się razem, można tworzyć bliską więź. Ale tylko gdy dopuszczam myśl, że możliwe jest rozstanie, „razem”...