Odnajduję się powoli w nowym mieszkaniu, nowej okolicy i nowej sytuacji. Nowy start jakby. Nowe wyzwania w Akademii, nowe zadania i nowe emocje... Tyle inaczej. Niech będzie pozytywnie. To jeszcze przeprowadzkowo (kto zgadnie co to jest- ten cień o dziwnym kształcie?): I już na nowym miejscu- tu też mam trzy koty, tyle że zupełnie nie puchate i mruczące. Acz również miłe. Miło, ciepło...
Zerkam w okno, za gałęziami drzewa rosnącego pod blokiem widzę księżyc. Właściwie powinnam już dawno spać, ale... Pracowałam do późna, a i... hmmm... właściwie to dziś się przeprowadziłam. Stąd brak Zmysłowej Soboty też. Kiedy się wykopię spod stosu rzeczy, napiszę więcej. Na razie 'odgruzowałam' łóżko i biurko, z naciskiem na lapka. I to tyle :) Miłego tygodnia! :) ...
praca nad sobą
"Być zakochanym to kochać podobieństwa a kochać to zakochiwać się w różnicach" J. Bucay
Czasem można innym ludziom tłumaczyć siebie - ci, co chcą, zrozumieją :)
Inność też może być ciekawym magnesem, a zderzenie dwóch różnych
światów inspirującym doświadczeniem :) napisała mi razu pewnego Karioka a ja wpadłam na te słowa ostatnio, zaskoczona, jak są zbieżne z moimi ostatnimi przemyśleniami.
Był taki czas, kiedy czułam się jak kosmitka, w większości grup, w jakich się znajdowałam, czy w szkole, czy na studiach, czy w pracy - czułam się jak outsajderka i to właściwie bez swojej decyzji, wynikało to raczej z mojego poczucia 'niedopasowania'. Że niby nigdzie nie pasuję i w ogóle jestem dziwna.
Dlatego byłam szczególnie zachwycona, kiedy w różnych momentach życia poznawałam ludzi do mnie podobnych, rozumiejących mnie w pół słowa, mających takie same problemy i starających się je rozwiązać, jak więc fajnie, bo może i mi się uda?
W poszukiwaniu szczęścia trafiałam w różne miejsca, między różnych ludzi, których ze mną niewątpliwie COŚ łączyło. Czasem bywały to trwałe znajomości, przeradzające się w przyjaźnie, czasem bezlitośnie kruche i nieodporne na upływ czasu.
A później... coś się zmieniło.
Coraz częściej spotykałam na swojej drodze ludzi, z którymi bez wątpienia dużo mnie dzieliło, od poglądów po wiek, doświadczenia życiowe, sytuację rodzinną. Oczywiście, mieliśmy jakieś punkty wspólne, jednak na pierwszy plan wysuwały się różnice. O ile jednak kiedyś by mi to przeszkadzało, teraz reagowałam zupełnie inaczej: wymiany odmiennych zdań zaczęłam uznawać za ciekawe, inspirujące i w jakiś sposób niosące powiew świeżości. Pomyślałam, że chyba się nieco rozleniwiłam mentalnie, bo kiedy ma się kontakt głównie z ludźmi o podobnych poglądach, czasem też o podobnym sposobie wyrażania się- rozumie się pół słowa i nie musi niczego zawile wyjaśniać. Tymczasem kiedy spotykam kogoś o zupełnie innym podejściu i przychodzi mi naświetlić własny, jakże odmienny punkt widzenia... tu zaczynają się schody. No i właśnie.
Spodobało mi się to.
W odmiennych niż moje poglądach dostrzegłam szansę na sprecyzowanie własnych, na obudzenie asertywności i odwagi, by mieć inne zdanie i nie bać się o tym mówić. I to mi się podoba :)
Był taki czas, kiedy czułam się jak kosmitka, w większości grup, w jakich się znajdowałam, czy w szkole, czy na studiach, czy w pracy - czułam się jak outsajderka i to właściwie bez swojej decyzji, wynikało to raczej z mojego poczucia 'niedopasowania'. Że niby nigdzie nie pasuję i w ogóle jestem dziwna.
Dlatego byłam szczególnie zachwycona, kiedy w różnych momentach życia poznawałam ludzi do mnie podobnych, rozumiejących mnie w pół słowa, mających takie same problemy i starających się je rozwiązać, jak więc fajnie, bo może i mi się uda?
W poszukiwaniu szczęścia trafiałam w różne miejsca, między różnych ludzi, których ze mną niewątpliwie COŚ łączyło. Czasem bywały to trwałe znajomości, przeradzające się w przyjaźnie, czasem bezlitośnie kruche i nieodporne na upływ czasu.
A później... coś się zmieniło.
Coraz częściej spotykałam na swojej drodze ludzi, z którymi bez wątpienia dużo mnie dzieliło, od poglądów po wiek, doświadczenia życiowe, sytuację rodzinną. Oczywiście, mieliśmy jakieś punkty wspólne, jednak na pierwszy plan wysuwały się różnice. O ile jednak kiedyś by mi to przeszkadzało, teraz reagowałam zupełnie inaczej: wymiany odmiennych zdań zaczęłam uznawać za ciekawe, inspirujące i w jakiś sposób niosące powiew świeżości. Pomyślałam, że chyba się nieco rozleniwiłam mentalnie, bo kiedy ma się kontakt głównie z ludźmi o podobnych poglądach, czasem też o podobnym sposobie wyrażania się- rozumie się pół słowa i nie musi niczego zawile wyjaśniać. Tymczasem kiedy spotykam kogoś o zupełnie innym podejściu i przychodzi mi naświetlić własny, jakże odmienny punkt widzenia... tu zaczynają się schody. No i właśnie.
Spodobało mi się to.
W odmiennych niż moje poglądach dostrzegłam szansę na sprecyzowanie własnych, na obudzenie asertywności i odwagi, by mieć inne zdanie i nie bać się o tym mówić. I to mi się podoba :)
Znów strachów kilka, jak sobie poradzę, chwile zwątpień w siebie i własne umiejętności i czy miejsce, w którym się znalazłam i sprawy w które się zagłębiam... czy to dla mnie w sam raz, czy dam radę? A przecież sen tak wiele daje, dystans i odpoczynek od myśli dziwnych, obudziłam się więc rano a w szparze między oknem a żaluzjami słońce, ewenement jak na...
Jesienne popołudnie.Przechodziłam przez park zasypany kolorowymi liśćmi. Wał wiatr a liście unosiły się w powietrzu, wirowały, wzlatywały wysoko, unoszone wiatrem sprawiały wrażenie, jakby miały dolecieć do nieba. Było w tym coś magicznego. Czasem czuję się tak lekka jak te liście. Jakbym mogła ulecieć gdzieś z tą swoją lekkością, swobodna, nieskrępowana. Albo jak te książkowe kartki z obrazka poniżej. Skąd ta lekkość? Mam ochotę...
Świeżo wróciłam z Akademiowej imprezy będącej oficjalnym rozpoczęciem tegorocznej edycji naszego projektu... ale o tym nie dziś :) Na początek mała niespodzianka. Zastanawiałam się nad tym dłuższy czas, postanowiłam się pokusić o małe wyzwanie. Zaczęło się od pomysłu Kasi z Wrocławia, podejmuję więc wyzwanie: 365 zdjęć w 365 dni:) Zaczynam właśnie dziś, b ten dzień traktuję jak początek czegoś nowego, prawie jak urodziny...
Ostatnie dni sprawiły, że coraz częściej mówiłam sobie, że coś "muszę", "powinnam" i tak dalej... Nienawidzę czegokolwiek musieć. Czułam się coraz bardziej zmęczona... Paradoksalnie, nawet perspektywa kilku wolnych od pracy dni mnie nie cieszyła za bardzo, bo wszak szukanie mieszkania, wizyta w mojej dawnej pracy- fabryce słodkości, poszukanie po sklepach kilku rzeczy.I zebranie pracownicze w aktualnej pracy. Mhm... to ostatnie odwołali:) Na szczęście...
poetycko
"...za prędko chcesz, żeby wszystko było tak proste jak seter irlandzki ze Świętym Franciszkiem w brązowych oczach..."
Spotkałam się dziś z kimś dawno niewidzianym. Bo tak. Bo wczoraj myśli nie dały mi zasnąć dopóki nie zadzwoniłam. Bo chciałam. Bo miałam taki kaprys. Bo?
Bo nie chcę, by kiedyś boleśnie zabrakło kilku wypowiedzianych słów.
Chcę równowagi.
Kiedy zrywamy z kimś kontakt, albo kiedy on się zwyczajnie urywa, nie myślimy o tym, co sądzi o tymże zerwaniu... pies. Mój, jego, lub jej. Kot. Chomik, świnka morska, albo jaszczurka. Gekon ewentualnie. No dobra, królik?
A później człowiek widzi takie szczekające i skaczące szczęście o czterech łapach i ogonie i oczy mu się cieszą a nadziwić się nie może, że .... pamięta. I że cieszy się na jego widok bardziej niż niejeden człowiek.
za prędko chcesz, żeby wszystko było tak proste
jak seter irlandzki
ze Świętym Franciszkiem w brązowych oczach
gdy łeb zwężony położy na kolanach
ofiarując ogon -
wypróbowany przyrząd do powitań i pożegnań
tymczasem spada ciemność jak pilśniowy kapelusz
obłazi nas chude milczenie
wiedza wydaje się lizaniem
choć zawsze większa od odpowiedzi
skomli chłód zrozumienie
ks. Jan Twardowski: Za szybko
Bo nie chcę, by kiedyś boleśnie zabrakło kilku wypowiedzianych słów.
Chcę równowagi.
Kiedy zrywamy z kimś kontakt, albo kiedy on się zwyczajnie urywa, nie myślimy o tym, co sądzi o tymże zerwaniu... pies. Mój, jego, lub jej. Kot. Chomik, świnka morska, albo jaszczurka. Gekon ewentualnie. No dobra, królik?
A później człowiek widzi takie szczekające i skaczące szczęście o czterech łapach i ogonie i oczy mu się cieszą a nadziwić się nie może, że .... pamięta. I że cieszy się na jego widok bardziej niż niejeden człowiek.
za prędko chcesz, żeby wszystko było tak proste
jak seter irlandzki
ze Świętym Franciszkiem w brązowych oczach
gdy łeb zwężony położy na kolanach
ofiarując ogon -
wypróbowany przyrząd do powitań i pożegnań
tymczasem spada ciemność jak pilśniowy kapelusz
obłazi nas chude milczenie
wiedza wydaje się lizaniem
choć zawsze większa od odpowiedzi
skomli chłód zrozumienie
ks. Jan Twardowski: Za szybko
Szalony czas, bardzo szalony... Czasem aż jakby za bardzo. Zdjęcie na przekór pogodzie :) Nie przez przypadek zresztą. Ostatnio pisałam o wywoływaniu zdjęć z dawnych czasów i takie zdjęcie owszem, mogłoby się znaleźć wśród wywołanych... To niesamowite.... te uchwycone chwile, niby już przeszłość a kiedy się na nie patrzy, jak żywe wspomnienia, emocje... Kolory kwiatów niby te same i kolory nieba tak samo...
Co jakiś czas zbieram się w sobie, wybieram najlepsze zdjęcia, wysyłam je przez net a później odbieram już wywołane. Kupuję album z zaklejanymi kartkami i do ozdoby używając zasuszonych roślin, wkładam zdjęcia do albumu, podpisując je. Kiedyś było inaczej: kiedy człowiek robił zdjęcia, do wywołania ich nie wiedział, czy sie udały, jak wyszły. Teraz jeszcze przed wysłaniem do wywołania można je jeszcze poprawić,...
Było dziś całkiem wesoło: podopieczni Akademii Przyszłości otworzyli dziś rano sesję giełdową GPW w Warszawie. Nie zabrakło założyciela stowarzyszenia WIOSNA, księdza Jacka Stryczka i dyrektorki Akademii Przyszłości, Ani Wilczyńskiej. Jak widać na załączonym wyżej zdjęciu, nie mogłam się powstrzymać i oboje złożyli swoje autografy w moim magicznym zeszycie :) Później zwiedzaliśmy jeszcze Łazienki i było całkiem sympatycznie, pomijając oczywiście drobne incydenty ... ze...
Jest dziwnie. Czasem nie wierzę, że to, co się dzieje, jest prawdziwe. Sporo pracuję, każdą chwilę w komunikacji miejskiej staram się wykorzystać na czytanie książek i tak 'pożarłam' w końcu "Ziemię pod jej stopami" Rushdiego i "1Q84 t. 2" H. Murakamiego. Czasami nadganiam towarzyskie zaległości i kiedy akurat nie pracuję, nie wolontariuszuję, nie śpię, nie zaczytuję się, nie ogarniam bałaganu powstałego kiedy nie...
Szalony tydzień.... A z tego co widzę, w nadchodzących dniach i tygodniach będzie jeszcze bardziej wariacko. Może to id dobrze? :) Czymś, co bardzo, bardzo poprawia mi ostatnio humor i potrafi sprawić, że się uśmiechnę od ucha do ucha niezależnie od wszystkiego, są... moje stopy przyodziane w puchate i miłe dotyku skarpetki z każdym palcem osobno (zdjęcie poniżej). Inny widok z tego tygodnia,...