Całkiem niedawno, parę dni temu dowiedziałam się że zbliża się nietypowy dzień, taki, który ma szansę zaistnieć co jakieś 2 lata mniej więcej. Dość niezwykła pełnia. Jeśli ciągu roku zazwyczaj jest jedna pełnia w miesiącu a w roku 12, to w tym miesiącu będzie już druga a w dodatku nie zdarzało się to od Sylwestra 2009. Podobno wtedy spełniają się marzenia... To dziś,...
Ostatnio bardzo intensywnie zastanawiałam się, co dalej. Po pierwsze Em Em i cała ta nasza zakręcona sytuacja. Usłyszałam wiele słów na temat tego, czy jest sens upierać się przy "tylko przyjaźni" (i tu i od bliskich mi osób), parę osób go potępiło, parę się martwiło o mnie. Tymczasem Em Em najwyraźniej się o mnie zmartwił i daje temu stale wyraz. Po drugie... mój...
Jakieś paskudztwo mnie rozbraja, mało, że humor mam zły, to o ile w ciągu dnia mam się jako-tako, wieczorem łapie mnie gorączka i zimno mi upiornie. Gorzej, że marudzę wtedy strasznie. Miałam dziś napisać długą i wyczerpującą notkę, ale zamiast tego podążam do łóżka tępić bakcyle domowymi metodami. Donikąd dziś nie zamierzam się ruszać z łóżka. Oby do weekendu było już lepiej. Bo...
Zabawne, ale zdarzyło się kilka rzeczy co do których... Popadłam w lekką konsternację, bo moja własna reakcja mnie zaskoczyła. Albo to ja się zmieniłam, albo nie do końca umiem własne reakcje przewidzieć... źródło: ukochaj.pl Ostatnie dni to mieszanka dołków w stylu "dno i dwa metry mułu" przeplatanych chwilami uśmiechu i względnego spokoju. I książkami, książkami, książkami. Od razu się przyznam: dołek miał bardzo...
Ostatnio odkryłam, że mało pisałam w ostatnim czasie o książkach. I nie dlatego, że ich nie czytam, nie! Pożeram je ostatnio w każdym możliwym miejscu a w bibliotekach mojej dzielnicy bywam cały czas, bardzo to sobie chwaląc :) Właśnie w ten sposób, chodząc między regałami biblioteki na moim osiedlu, zauważyłam ciekawą książkę. Wzięłam ją nawet do ręki, ale ... jakoś nie miałam przekonania....
Umarłych wieczność dotąd trwa,
dokąd pamięcią się im płaci.
Chwiejna waluta. Nie ma dnia,
by ktoś wieczności swej nie tracił.
(...)
Gdzież moja władza nad słowami?
Słowa opadły na dno łzy,
słowa, słowa niezdatne do wskrzeszania ludzi,
pies martwy jak zdjęcie w blasku magnezji.
Nawet na pół oddechu nie umiem ich zbudzić
ja, Syzyf przypisany do piekła poezji.
Wisława Szymborska: Rehabilitacja
Upalny, leni dzień. Samo południe. Niewielki cmentarz trochę za miasteczkiem. Z daleka najbardziej rzuca się w oczy drewniany, XVII-wieczny kościółek. Kilka wysokich drzew.
Rzadko tam bywam. Jeszcze rzadziej sama. Rzadko w ogóle bywam w tym małym mieście, w którym chodziłam do podstawówki, do gimnazjum i liceum. Czasem zbyt smutne są te powroty i świadomość, że tak wielu dawniej bliskich mi ludzi teraz mogę odwiedzić jedynie na cmentarzu, a zamiast rozmowy- płomyk świecy i dłoń na nagrzanej od słońca płycie grobu.
Moja wędrówka między grobami w poszukiwaniu tych kilku bliskich w jakimś momencie doprowadziła mnie do grobu mojej "przyszywanej babci", pani Wandy. Stając przy nagrobku z ciemnej, połyskującej płyty ulegałam nieprzyjemnemu zaskoczeniu... bo na płycie widniały dwa imiona i nazwiska... jej męża również. Zaczęłam szukać w pamięci i odnalazłam słowa taty, że pan Kazimierz zmarł... Gdzieś w natłoku zdarzeń ostatnich miesięcy zupełnie mi to uciekło. Zabolało.
Pamiętam jeszcze ten czas, kiedy w ciepłe miesiące jeździłam do szkoły (odległej od mojego domu kilka kilometrów) rowerem. Moi rodzice porozumieli się ze swoimi znajomymi mieszkającymi niedaleko szkoły i umówili się, że mogę zostawiać u nich rower. Dostałam nawet kluczyk od furtki, w razie bym kiedykolwiek potrzebowała zostawić rower na podwórku a ich by nie było w domu. Tak zaczęła się nasza znajomość. Starsi państwo i mały, kudłaty psiak witali mnie miło za każdym razem, kiedy się u nich pojawiałam. Ich dzieci dawno już dorosły i wyprowadziły się z małego miasteczka do innych, większych miast, miały swoje życie i swoje sprawy. Ona zawsze elegancka i bardzo rozmowna, zawsze uśmiechnięta. On równie wesoły i rozgadany, stale żartujący. Kiedy szli razem na zakupy, nieodmiennie szli pod rękę, wsparci o siebie. Jakby spędzone ze sobą lata nie zmieniły ich miłości do siebie, jakby wszystko było tak, jak było od lat.
Pamiętam nasze miłe rozmowy i jak bardzo czasem nie miałam ochoty wracać do domu, do kłótni rodziców, do własnych spraw i problemów, do zagmatwań. Pamiętam te słowa pani Wandy o tym, żebym się nie spieszyła do niczego, żebym dobrze się zastanowiła z kim się będę chciała związać, że nie ma co się spieszyć. Pamiętam, jak rozmawiałyśmy o mojej maturze, o moich dość naiwnych próbach dostania się na architekturę i radości, kiedy dostałam się na polonistykę.
Tego lata, kiedy byłam już dumną, świeżo upieczoną studentką, zdrowie pani Wandy zaczęło szwankować. Nadrabiała miną, jak zawsze wesoła, uśmiechnięta, zapewniała, że "jeszcze zatańczy na moim weselu". Odwiedzaliśmy ją z jej mężem i z moimi rodzicami w szpitalu. Nie wygrała z rakiem. Zmarła kilka miesięcy później.
Sześć lat później zmarł też jej mąż. O lat chorował.
Niebawem minie sześć lat od śmierci mojej "przyszywanej babci" a ja pamiętam wszystko: jak się poruszała, jak wyglądała, sposób, w jaki mówiła, głos... Czasem zwyczajnie tęsknię. Była mi o wiele bliższa niż prawdziwa babcia, którą bardzo słabo pamiętam, bo zmarła, kiedy miałam 6 lat.
Chcę pamiętać.
dokąd pamięcią się im płaci.
Chwiejna waluta. Nie ma dnia,
by ktoś wieczności swej nie tracił.
(...)
Gdzież moja władza nad słowami?
Słowa opadły na dno łzy,
słowa, słowa niezdatne do wskrzeszania ludzi,
pies martwy jak zdjęcie w blasku magnezji.
Nawet na pół oddechu nie umiem ich zbudzić
ja, Syzyf przypisany do piekła poezji.
Wisława Szymborska: Rehabilitacja
Upalny, leni dzień. Samo południe. Niewielki cmentarz trochę za miasteczkiem. Z daleka najbardziej rzuca się w oczy drewniany, XVII-wieczny kościółek. Kilka wysokich drzew.
Rzadko tam bywam. Jeszcze rzadziej sama. Rzadko w ogóle bywam w tym małym mieście, w którym chodziłam do podstawówki, do gimnazjum i liceum. Czasem zbyt smutne są te powroty i świadomość, że tak wielu dawniej bliskich mi ludzi teraz mogę odwiedzić jedynie na cmentarzu, a zamiast rozmowy- płomyk świecy i dłoń na nagrzanej od słońca płycie grobu.
Moja wędrówka między grobami w poszukiwaniu tych kilku bliskich w jakimś momencie doprowadziła mnie do grobu mojej "przyszywanej babci", pani Wandy. Stając przy nagrobku z ciemnej, połyskującej płyty ulegałam nieprzyjemnemu zaskoczeniu... bo na płycie widniały dwa imiona i nazwiska... jej męża również. Zaczęłam szukać w pamięci i odnalazłam słowa taty, że pan Kazimierz zmarł... Gdzieś w natłoku zdarzeń ostatnich miesięcy zupełnie mi to uciekło. Zabolało.
Pamiętam jeszcze ten czas, kiedy w ciepłe miesiące jeździłam do szkoły (odległej od mojego domu kilka kilometrów) rowerem. Moi rodzice porozumieli się ze swoimi znajomymi mieszkającymi niedaleko szkoły i umówili się, że mogę zostawiać u nich rower. Dostałam nawet kluczyk od furtki, w razie bym kiedykolwiek potrzebowała zostawić rower na podwórku a ich by nie było w domu. Tak zaczęła się nasza znajomość. Starsi państwo i mały, kudłaty psiak witali mnie miło za każdym razem, kiedy się u nich pojawiałam. Ich dzieci dawno już dorosły i wyprowadziły się z małego miasteczka do innych, większych miast, miały swoje życie i swoje sprawy. Ona zawsze elegancka i bardzo rozmowna, zawsze uśmiechnięta. On równie wesoły i rozgadany, stale żartujący. Kiedy szli razem na zakupy, nieodmiennie szli pod rękę, wsparci o siebie. Jakby spędzone ze sobą lata nie zmieniły ich miłości do siebie, jakby wszystko było tak, jak było od lat.
Pamiętam nasze miłe rozmowy i jak bardzo czasem nie miałam ochoty wracać do domu, do kłótni rodziców, do własnych spraw i problemów, do zagmatwań. Pamiętam te słowa pani Wandy o tym, żebym się nie spieszyła do niczego, żebym dobrze się zastanowiła z kim się będę chciała związać, że nie ma co się spieszyć. Pamiętam, jak rozmawiałyśmy o mojej maturze, o moich dość naiwnych próbach dostania się na architekturę i radości, kiedy dostałam się na polonistykę.
Tego lata, kiedy byłam już dumną, świeżo upieczoną studentką, zdrowie pani Wandy zaczęło szwankować. Nadrabiała miną, jak zawsze wesoła, uśmiechnięta, zapewniała, że "jeszcze zatańczy na moim weselu". Odwiedzaliśmy ją z jej mężem i z moimi rodzicami w szpitalu. Nie wygrała z rakiem. Zmarła kilka miesięcy później.
Sześć lat później zmarł też jej mąż. O lat chorował.
Niebawem minie sześć lat od śmierci mojej "przyszywanej babci" a ja pamiętam wszystko: jak się poruszała, jak wyglądała, sposób, w jaki mówiła, głos... Czasem zwyczajnie tęsknię. Była mi o wiele bliższa niż prawdziwa babcia, którą bardzo słabo pamiętam, bo zmarła, kiedy miałam 6 lat.
Chcę pamiętać.
Któregoś dnia spotkałam w pracy panią, która nawet zamówienie składała tak, jakby zmysłowo zdradzała swój radosny, pozytywny sekret... Takie skojarzenie mi się nasunęło, kiedy usłyszałam jej głos i sposób, w jaki mówiła. Mój (aktualnie już były) szef ma głos, którego naprawdę miło słuchać, rzadko mówi naprawdę głośno, zazwyczaj takim przyjemnym dla ucha tonem głosu. W dodatku takim, że człowiek aż się uśmieha w...
VERSATILE BLOGGER to nagroda dla Wszechstronnego Bloga. Tę nagrodę otrzymałam od Karioki i od Niki :) Dzięki dziewczyny :) Jako że nie wiem, czy mogę się odwdzięczyć tym samym... hmmm... Wam też przyznaję tą samą nagrodę :) Komu chciałabym przyznać nagrodę, którą przyznano mi? Hmmm... Chciałabym, by nagrodę przyjęły (OK, przyjęli:))) : Klarka, Zgaga, MH, Baba ze wsi, Ania, Karioka, Nika, Potworek, Alutka,...
Ostatnie dni były dla mnie dość dziwne i.. trudne. Właściwie cały ostatni tydzień to był jakiś obłęd. źródło: ukochaj.pl Wolę być Zosią-Samosią, samodzielną, niezależną, radzącą sobie sama niemalże ze wszystkim, jak zawsze... A choćby ta sytuacja z atakiem alergii i moim tak złym samopoczuciem, że nie miałam wyjścia innego niż zdać się na Em Em i ... to chyba było dla mnie najbardziej...
Minęło mnóstwo czasu, odkąd wpadła mi w ręce książka "Bezsenność w Tokio" autorstwa Marcina Bruczkowskiego. Wręcz się w niej zakochałam, czytałam nie mogąc się oderwać, pamiętam nawet, że z tego wszystkiego, z całego zaczytania zapomniałam o istnieniu swojego telefonu i nie zauważyłam zupełnie, że dzwoniła do mnie przyjaciółka. Ze swoją miłością do Japonii i kultury japońskiej nic dziwnego, że wręcz połknęłam tę książkę....
Moje "Stukostrachy" nie przychodzą nocą, wtedy są tylko jeszcze bardziej bezczelne.
I, paradoksalnie, do pojawienia się Stukostrachów przyczynił się fakt, że spotkałam fajnego faceta. Czy może raczej: spotkałam go już dawno, ale dopiero teraz spojrzałam na niego nieco inaczej a on... cóż, mam wrażenie, że patrzył na mnie inaczej już jakiś czas. Może zresztą się mylę. W każdym razie ta zmiana spojrzenia chwilami zamienia mnie w kupkę lęków i strachów. Bo? Bo zastanawiam się, kiedy się okaże, że ten uroczy facet, z którym mam naprawdę wiele wspólnych zainteresowań i z którym bardzo miło mi się spędza czas, okaże się być: gejem, facetem zranionym przez kobietę i nie pragnącym związku, facetem skupiającym się na karierze/hobby tak stuprocentowo, że nie znajdzie czasu na bycie bliżej, egoistą, albo... albo człowiekiem posiadającym wady, których nie jestem w stanie zaakceptować (kto wie, czemu rozstałam się prawie rok temu z moim chłopakiem, ten będzie wiedział, że raczej przesadzam niekiedy z tolerancją... niż odwrotnie). Boję się jak cholera.
Co prawda nie wiem, czy facet widzący we mnie jedynie koleżankę, ew. modelkę na potrzeby zdjęć... (kurczę, jak ja sama sobie się na zdjęciach podobam to już coś!) ... zachowywałby sie tak jak Ktoś.
Sobotę spędziliśmy razem, łażąc po mieście, robiąc zdjęcia (to on), wygłupiając się i śmiejąc (to oboje), popijając piwo (też oboje) i jedząc sajgonki (też oboje) chowając się przed deszczem przytuleni pod parasolem i obsypując się uczuleniem, jakby nowym hobby było biczowanie się pokrzywami (to ja!) a poźniej odprowadzając mnie pod same drzwi mieszkania (to on). Nie powiem wesoło było :) I żebym chociaż wiedziała, po czym mnie tak obsypało. A nie wiem. Za to wiem, że miło było się zdać zupełnie na niego i móc się tak wtulić...
Stracham się, jasny gwint!
Ostatnio odkopałam mojego maila napisanego do mojego Przyjaciela w odpowiedzi na jego słowa, żebym się zastanowiła, czego chcę, jakie cechy miałby chłopak, z którym chciałabym być. I znalazłam właśnie to:
"Może nie jest dużo tego, co sobie uświadomiłam, ale .. ciągle to rozkminiam. Jaki? Ktoś, kogo obchodzi nie tylko to, co jest dla mnie ważne i co czuję, ale tak samo to, co jest ważne dla niego. Potrafi mi szczerze powiedzieć co mu nie odpowiada- we mnie, tym jaka jestem, czy w ogóle: szczerze ale bez ranienia. Ma poczucie humoru i lubi żartować tak ze mnie jak i z siebie. Jest czuły. Ma poczucie własnej wartości i lubi siebie."
Tak pisałam jakiś czas temu a co poza tym?
Ma swoje pasje i zainteresowania, coś co daje mu radość i frajdę. Super jeśli część tego co lubi jest wspólna z tym co lubię ja, ale ciekawiej jest, jeśli nie wszystkie. Ale potrafi też docenić, zrozumieć to, że lubię coś, co dla niego może i jest zupełnym abstraktem, ale jest ok, jeśli mi to sprawia frajdę i nie rani jego. I super, jeśli jest coś, o czym ja praktycznie nie mam pojęcia, za to dla niego jest to hobby, coś, o czym dla samego siebie chce wiedzieć i stara się wiedzieć jak tylko może najwięcej.
Szanuje mnie tak, jak samego siebie. To samo dotyczy tego, że np. mówię, że potrzebuję pobyć sama, nie chcę rozmawiać, chcę zniknąć na trochę (nie mam na myśli nawet dni ani tygodni, czasem po prostu godziny;))) to ok: czuję że mimo, że się o mnie troszczy, że mu na mnie zależy, "podaruje" mi ten czas tylko dla mnie. A z drugiej strony sam potrafi powiedzieć, że "nie teraz", pogadajmy później.
Lubi seks. Lubi swoje ciało i traktuje je ...po prostu: naturalnie. Jeśli chodzi o seks to jedna jedyna zasada: to, co sprawia przyjemność i jest do przyjęcia przez druga osobę (nic na siłę) jest ok, a mówienie: jak tak można/to niemoralne, nienormalne: odpada:P
Lubi przytulanie. Po prostu dla mnie przytulanie to coś tak fantastycznego, że... eeeh, ja po prostu KOCHAM się przytulać i fajnie jest być z kimś, kto lubi przytulanie tak samo jak ja... albo i bardziej;)
Jeśli jest ze mną, jest przy mnie fizycznie, choćby przez krótki czas umie dać mi odczuć, że w tej chwili to, że jesteśmy razem jest ważne, że na tą jedną chwilę istnieję dla niego przede wszystkim ja. Że obchodzi go, co się TERAZ dzieje między nami...
Ma w sobie coś z dziecka: czy ja wiem, ciekawość, nieustanny zachwyt różnymi drobiazgami? Ale nie tylko, bo w końcu "w każdym z nas jest wariat"jak śpiewa Mysovitz:))))
Ma przyjaciół, ludzi, którzy są dla niego ważni. Poczucie, że jestem dla kogoś ważna, ale że liczą się także inni, że jest ważny dla niego świat a nie jakieś jedno jedyne centrum wszechświata to dla mnie coś cholernie ważnego.
Ale też może zaakceptować to, że mam przyjaciół i że są dla mnie ważni...
Może lepiej nie napiszę ile z tego jest cechami Ktosia... eh.
![]() | |
źródło: ukochaj.pl |
I, paradoksalnie, do pojawienia się Stukostrachów przyczynił się fakt, że spotkałam fajnego faceta. Czy może raczej: spotkałam go już dawno, ale dopiero teraz spojrzałam na niego nieco inaczej a on... cóż, mam wrażenie, że patrzył na mnie inaczej już jakiś czas. Może zresztą się mylę. W każdym razie ta zmiana spojrzenia chwilami zamienia mnie w kupkę lęków i strachów. Bo? Bo zastanawiam się, kiedy się okaże, że ten uroczy facet, z którym mam naprawdę wiele wspólnych zainteresowań i z którym bardzo miło mi się spędza czas, okaże się być: gejem, facetem zranionym przez kobietę i nie pragnącym związku, facetem skupiającym się na karierze/hobby tak stuprocentowo, że nie znajdzie czasu na bycie bliżej, egoistą, albo... albo człowiekiem posiadającym wady, których nie jestem w stanie zaakceptować (kto wie, czemu rozstałam się prawie rok temu z moim chłopakiem, ten będzie wiedział, że raczej przesadzam niekiedy z tolerancją... niż odwrotnie). Boję się jak cholera.
Co prawda nie wiem, czy facet widzący we mnie jedynie koleżankę, ew. modelkę na potrzeby zdjęć... (kurczę, jak ja sama sobie się na zdjęciach podobam to już coś!) ... zachowywałby sie tak jak Ktoś.
Sobotę spędziliśmy razem, łażąc po mieście, robiąc zdjęcia (to on), wygłupiając się i śmiejąc (to oboje), popijając piwo (też oboje) i jedząc sajgonki (też oboje) chowając się przed deszczem przytuleni pod parasolem i obsypując się uczuleniem, jakby nowym hobby było biczowanie się pokrzywami (to ja!) a poźniej odprowadzając mnie pod same drzwi mieszkania (to on). Nie powiem wesoło było :) I żebym chociaż wiedziała, po czym mnie tak obsypało. A nie wiem. Za to wiem, że miło było się zdać zupełnie na niego i móc się tak wtulić...
Stracham się, jasny gwint!
Ostatnio odkopałam mojego maila napisanego do mojego Przyjaciela w odpowiedzi na jego słowa, żebym się zastanowiła, czego chcę, jakie cechy miałby chłopak, z którym chciałabym być. I znalazłam właśnie to:
"Może nie jest dużo tego, co sobie uświadomiłam, ale .. ciągle to rozkminiam. Jaki? Ktoś, kogo obchodzi nie tylko to, co jest dla mnie ważne i co czuję, ale tak samo to, co jest ważne dla niego. Potrafi mi szczerze powiedzieć co mu nie odpowiada- we mnie, tym jaka jestem, czy w ogóle: szczerze ale bez ranienia. Ma poczucie humoru i lubi żartować tak ze mnie jak i z siebie. Jest czuły. Ma poczucie własnej wartości i lubi siebie."
Tak pisałam jakiś czas temu a co poza tym?
Ma swoje pasje i zainteresowania, coś co daje mu radość i frajdę. Super jeśli część tego co lubi jest wspólna z tym co lubię ja, ale ciekawiej jest, jeśli nie wszystkie. Ale potrafi też docenić, zrozumieć to, że lubię coś, co dla niego może i jest zupełnym abstraktem, ale jest ok, jeśli mi to sprawia frajdę i nie rani jego. I super, jeśli jest coś, o czym ja praktycznie nie mam pojęcia, za to dla niego jest to hobby, coś, o czym dla samego siebie chce wiedzieć i stara się wiedzieć jak tylko może najwięcej.
Szanuje mnie tak, jak samego siebie. To samo dotyczy tego, że np. mówię, że potrzebuję pobyć sama, nie chcę rozmawiać, chcę zniknąć na trochę (nie mam na myśli nawet dni ani tygodni, czasem po prostu godziny;))) to ok: czuję że mimo, że się o mnie troszczy, że mu na mnie zależy, "podaruje" mi ten czas tylko dla mnie. A z drugiej strony sam potrafi powiedzieć, że "nie teraz", pogadajmy później.
Lubi seks. Lubi swoje ciało i traktuje je ...po prostu: naturalnie. Jeśli chodzi o seks to jedna jedyna zasada: to, co sprawia przyjemność i jest do przyjęcia przez druga osobę (nic na siłę) jest ok, a mówienie: jak tak można/to niemoralne, nienormalne: odpada:P
Lubi przytulanie. Po prostu dla mnie przytulanie to coś tak fantastycznego, że... eeeh, ja po prostu KOCHAM się przytulać i fajnie jest być z kimś, kto lubi przytulanie tak samo jak ja... albo i bardziej;)
Jeśli jest ze mną, jest przy mnie fizycznie, choćby przez krótki czas umie dać mi odczuć, że w tej chwili to, że jesteśmy razem jest ważne, że na tą jedną chwilę istnieję dla niego przede wszystkim ja. Że obchodzi go, co się TERAZ dzieje między nami...
Ma w sobie coś z dziecka: czy ja wiem, ciekawość, nieustanny zachwyt różnymi drobiazgami? Ale nie tylko, bo w końcu "w każdym z nas jest wariat"jak śpiewa Mysovitz:))))
Ma przyjaciół, ludzi, którzy są dla niego ważni. Poczucie, że jestem dla kogoś ważna, ale że liczą się także inni, że jest ważny dla niego świat a nie jakieś jedno jedyne centrum wszechświata to dla mnie coś cholernie ważnego.
Ale też może zaakceptować to, że mam przyjaciół i że są dla mnie ważni...
Może lepiej nie napiszę ile z tego jest cechami Ktosia... eh.
... jak Margerytka wpadła w podły nastrój i zupełnie o tym zapomniała. Tak, było paskudnie. Tak, było marnie. Dziękuję Wam za miłe słowa. A jednak... paskudny nastrój sie przydał. Wczoraj rozpisałam sobie listę co 'domowego' muszę musowo zrobić, czym się zająć i takie tam. No i co planuję zrobić dla siebie. Porozpieszczałam wczoraj sama siebie maksymalnie. Więc i zwyczajny, domowy obiad, rozmowy z...
Zimno mi. Niby za oknem 17 stopni więc tak sobie. Mogłabym się zakopać po uszy pod kołdrą i nie wyjść przez cały dzień.Tym bardziej, że dziś i jutro mam wolne. Niestety a może i 'stety' mam trochę domowych rzeczy do zrobienia: zmywanie, pranie, prasowanie. Eh. źródło: ukochaj.pl Mam dołka. Po tej fali entuzjazmu i pozytywnych myśli... Moje samopoczucie dziś idealnie oddaje powyższe zdjęcie....
źródło: ukochaj.pl No i wsiąkłam. Brak mi czasu na pisanie tutaj ostatnio, z ledwością nadrobiłam pisanie w pamiętniku. Dni mijają mi jak szalone, sama nie wiem kiedy. Dopiero co była niedziela a jest środa. Oooo, doprawdy? Cóż, tej środy zostało zaledwie dwie godziny, ale co tam. W niedzielę przeuroczy i przefascynujący poranek w Kampinosie w towarzystwie pewnego fascynata fotografii. I sesja zdjęciowa w...
Fundacja Maraton Warszawski
Totalny miszmasz czyli coś się kończy, coś się zaczyna plus wolontariuszowania ciąg dalszy :)))
Dużo się ostatnio dzieje, oj duuużo. Na szczęście pozytywnie:) Zbiorę to więc i opiszę, słuchając TEGO (dzięki, Nikuś, zasłuchałam się totalnie) Po mojej dłuuugiej i przynoszącej ulgę rozmowie sprzed kilku dni stwierdziłam, że najlepiej zrobię, kończąc pewną znajomość, niekiedy nazywaną przeze mnie przyjaźnią, a ostatnio wręcz mnie niszczącą. Znamy się od 3 lat ponad... wiele się od niego nauczyłam, wiele mi dała znajomość...
Przyznaję się: konkurs literacki wydawnictwa Replika się zakończył, nie przyznano pierwszego miejsca, a tylko jedno (z dwóch) wyróżnienie. Odpadłam. Byłam już na etapie "może moje pisanie się nie nadaje do niczego?", ale trochę mi przeszło. Jak się nad tym zastanowić, to moja pisaninka mogła być bardziej dopracowana, ideałem nie była, a dla samej siebie umiem zobaczyć w tym wszystkim więcej sukcesów niż zajęcie...