Po pierwsze: zaskakujące, jak wiele może zdziałać zrobienie porządku w szpargałach. Akurat ta pogoda, którą mam za oknem, idealnie pasuje do siedzenia w domu i doprowadzania do ładu bajzlu. Tym samym zrobiłam w końcu porządek na swoich półkach i w pudełkach, posprzątałam bajzel, który został po wczorajszym wklejaniu zdjęć do albumu (bo tego samego dnia, kiedy wróciłam, odebrałam zdjęcia z wyjazdu, kupiłam album...
Ktoś mnie "zaczarował"... Kiedy piszę te słowa, po rękach latają mi ciarki, mimo że siedzę z kolanami pod brodą, owinięta kolorowym cienkim szalem i jest mi całkiem ciepło. Bo "zaczarował" to najodpowiedniejsze określenie, chociaż teraz trudno mi inaczej i konkretniej określić ten stan. Kiedy jechałam dziś z dworca do mieszkania, miałam wrażenie, że wszystko to, co za oknem tramwaju jest inne. To ja...
Zbliża się sierpień i trochę mnie to przeraża. Zapowiada się, że między jego początkiem a końcem praktycznie przewrócę swoje życie do góry nogami. Zmiany na lepsze, zdecydowanie. A jednak obawiam się jak się dalej ułożą różne sprawy. Nie byłabym sobą, gdybym się nie zamartwiała. Odkąd pamiętam, lato było dla mnie szczególnym czasem. Pięć lat temu ktoś mnie zaczął wyciągać z mojego małego, zamkniętego...
Wydawało mi się całkiem oczywiste, że relacje z moją mamą mam zupełnie pozamykane i poukładane. W końcu to przeszłość, mama nie żyje od trzech lat a ja przecież wiem, że wybaczanie jest ważne, że pomaga pójść dalej i zostawić za sobą przeszłość. Zadręczanie się nie przynosi ze sobą niczego dobrego, a szczególnie kiedy ta druga osoba nie żyje. W którymś momencie powiedziałam sobie,...
Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka "Spadkobierczyni Medicusa" Noah Gordona. Czy może raczej: ktoś mi ją w ręce wetknął, mówiąc: przeczytaj i powiedz, jak Ci się podobała. Wzięłam niechętnie dość, bo okładka kojarzyła mi się raczej z jakimiś miłosnymi, zagmatwanymi historiami... Ale później, w wolnej chwili zaczęłam czytać. Wessało mnie. W pamięci został mi szczególnie pewien wątek... Główna bohaterka decyduje się...
Zagadkowe dla mnie jest to, że można tak na jakąś sytuację spojrzeć, ale... cóż, wiem, że to możliwe. Pewnego razu jedna dziewczyna zdenerwowała się na swojego znajomego (a że powody miała konkretne, wściekła się dość mocno) a przy okazji na kogoś jeszcze, z powodów mniej konkretnych. Krótko po dość burzliwej rozmowie z tym znajomym, facet dostał gorączki i rozchorował się. Znajoma nie mogła...
Serio. Chyba zaczynam to swoje życie doceniać bardziej niż kiedykolwiek. Zakochuję się w życiu? Nieprawdopodobne. Zaczęłam też doceniać możliwość pobycia sobie z dala od wszystkich, albo prawie wszystkich moich "uzależnień". Od mojego faceta i zajmowania się przede wszystkim jego problemami, przez innego faceta, który był ucieczką, po uzależniające słuchanie muzyki i czytanie książek do przesady, buszowanie w Necie, szczególnie na facebooku i zajmowaniem...
Się porobiło. Wczorajszy dzień był zdecydowanie pełen wrażeń. Zaczęło się od tego, że schodząc z łóżka (piętrowego), stanęłam tak niefortunnie, że spadłam na podłogę razem z półką. Trochę się poobcierałam, z sąsiedniego łóżka usłyszałam: Żyjesz? Żyję- odpowiedziałam. (mając ochotę dodać: ale co to za życie). Poskładałam się jako-tako do kupy jednak :) Później całkiem sympatycznie się układało. Poszliśmy w góry w piątkę. Ścieżki...
Trzeba mi przemyślenia tego, co we mnie i wokół mnie. Dużo się ostatnio dzieje. A to coraz częściej wymaga zupełnie innego spojrzenia na to, co mnie otacza, wymaga poukładania sobie na nowo wielu rzeczy. Wygląda na to, że po powrocie z Suchej Góry zmieni się w moim życiu o wiele więcej niż się spodziewałam. Miałam nadzieję na małą rewolucję a zapowiada się całkiem...
Aż głupio się przyznawać, ale lenię się do obrzydliwości. Jak o tym pomyślę, to dochodzę do wniosku, że nie pamiętam takich wakacji, których choćby tydzień przeznaczyłabym na autentyczny odpoczynek, relaks bez narzucania sobie tysiąca rzeczy do zrobienia, zaległych bądź nie, dowalania bo czegoś tam nie zrobiłam, wyrzutów sumienia za lenistwo i relaksowanie się. Kurczę! Przecież nie da się ciągle gnać i ciągle szukać...
Wczoraj długi spacer nad Wisłę. Pogaduchy z O. Te słynne fontanny megawypasione. Tłumy ludzi zachwycających się wodą i światłem, piszczących jak dzieci, bo spotkał ich mało spodziewany prysznic. Letni wieczór. Komary. A później metro, spacer w ciemnościach z kimś zupełnie innym, sprawdzanie własnych granic i umiejętności bycia asertywną (udało się), te cykające świerszcze, zupełnie jak przed laty, w ciepłe, pełne gwiazd i orzechowych...
Nie mam siły już... Jak to możliwe, żeby być z kimś 1,5 roku, mówić, że się kocha, widzieć same dobre rzeczy na co dzień, później się któregoś dnia kolejny raz upić i nazwać "swoją miłą" tak, że pozostaje tylko płakać, wytknąć wszystko co złe, zapominając o swoich własnych niedociągnięciach i złych chwilach, stwierdzić że nie było chyba praktycznie nic dobrego. Nie rozumiem zazdrości...
Od kilku dni trudno mi tu naskrobać coś sensownego. A to czasu brakuje, a to myśli uciekają... albo zwyczajnie dużo się dzieje. Przynajmniej jestem już spakowana, bilet do Krakowa już mam, dalej będę kombinowała po drodze;) Wczoraj odwiedziłam Muzeum Erotyki w towarzystwie R. Może żadne szaleństwo, ale całkiem ciekawie. Niektóre eksponaty były dość intrygujące. Nie zdawałam sobie sprawy, że w międzywojniu można było...
Czasem chyba nie doceniam moich przyjaciół tak bardzo, jak na to zasługują. Dzisiejsza rozmowa z K. na Skypie uświadomiła mi, jak sama sobie w ostatnim czasie w życiu namieszałam. Pocieszam się tym, że już sam fakt, że zaczynam to dostrzegać jest pozytywny, podobnie jak to, że coraz lepiej zdaję sobie sprawę z tego, co mogę zrobić, żeby było szczęśliwie. Żeby było pozytywnie. Przez...
Idealna ilustracja do mojego dzisiejszego nastroju.
Z jednej strony świadomość, że tkwienie w tym związku jest dla mnie złe, krzywdzi mnie i ogólnie jest cokolwiek niedobrym pomysłem.
Z drugiej, wszystko to, co pozytywne, co nie pozwala zapomnieć, wszystkie te dobre chwile... fajni ludzie...
Ale po takiej tyradzie, jaką dziś usłyszałam, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że odejście jest najlepszym co mogę zrobić. Nie mam szans wygrać z alkoholem...
Marzę o wyjeździe z W-wy. Teraz. Zaraz. Ostatecznie za 9 dni też może być;)
"Myślę, że ważne jest to, czego doświadczyłaś. A co jest dobre dla ciebie? Co jest złe dla ciebie? Ja nie wiem. Tylko ty to wiesz. Trzeba chyba wyplątać się z sieci norm i poszukać odpowiedzi w sobie, ufając, że to jest jedyna prawdziwa odpowiedź. Sama mówisz, że każde spotkanie jest po to, żeby sobie coś dać. Jestem pewien, że daliście sobie coś ważnego."
(Epidemia zamkniętych serc)
Po raz pierwszy sięgnęłam po tę książkę pięć lat temu. Tuż przed egzaminem wstępnym na architekturę, którego i tak nie zdałam, nie przeszłam nawet do drugiego etapu. Już wtedy mnie ta książka poruszyła. Wymieniłam kilka maili z jej autorem. Później, czasem do niej wracałam, jeszcze później zagościła na mojej półce na stałe. Czasem wracałam do jakiegoś fragmentu. Nie pamiętam, czy miałam czas ją znów przeczytać od początku do końca. Teraz miałam.
Książka opisuje, co się może zdarzyć, jeśli zaufamy swojej intuicji, przez niektórych nazywanej "głosem wewnętrznym". Jak może się zmienić nasz mały świat, często zaskakująco, często tak szybko, że nie sposób zaprotestować. Główny bohater, Aleks stwierdza, że wszystko stracił: pracę, dziewczynę, mieszkanie. Topi żal w alkoholu, kiedy jako-tako dochodzi do siebie, powoli zaczyna sobie uświadamiać, że ten "koniec" tak naprawdę był początkiem, czymś, od czego dopiero zacznie się jego życie... zupełnie inne, a jednak bogatsze i w pewnym momencie, szczęśliwsze. Poznajemy Adasia, dziewięcioletniego syna Aleksa, Viki, jego siostrę kryjącą rodzinne sekrety, malarza Sebę, małą Marysię i jej opiekunkę Agnieszkę, ekskluzywną prostytutkę Jasmine i panią komisarz Wiesię... A w tle niejako refleksje na temat deficytu ciepła w rodzinnych domach, tego co się dzieje, jeśli nikt nam nie mówi, kiedy jesteśmy dziećmi, że nas kocha, że jesteśmy ważni, że nas akceptuje. Tytułowe zamknięte serca, które chociaż bliskości pragną, oddzielają się od innych grubą szybą, nie pozwalając się do siebie zbliżyć i nie pozwalając się kochać... Poruszyło mnie to wszystko. Mocno.
Jeśli nie ma przypadków, a są tylko znaki, zupełnie nieprzypadkowo sięgnęłam właśnie teraz po tą książkę. Cieszę się, że znów miałam okazję się nią pozachwycać:)