Dziwnie się czuję, kiedy widzę, że lato powolutku zmierza ku końcowi: niby wieczory są takie ciepłe, jest pięknie i z reguły słonecznie, wszystko pachnie latem... A jednak szpaki (albo inne ptaki) sejmikują tuż za moim oknem, nawet mam wrażenie, że powietrze powolutku robi się inne... Młodzieży i dzieciom został jeszcze miesiąc wakacji, tymczasem ja od jutra zaczynam nową pracę i nawet nie muszę...
Zamierzam zacząć bezczelnie twierdzić, że jestem farciarą i generalnie mam w życiu szczęście. Coś mam wrażenie, że co niektórym w ten sposób podpadnę, ale... cóż. A było nie było, to że jestem farciarą to przecież prawda. Nie zamierzam zapominać o rozsądku, ale pozytywne nastawienie- zawsze warto mieć. Jak choćby z pracą: nie ma to jak 23 lipca skończyć jedną a 29 szkolić się...
Przez wiele miesięcy żyłam sobie spokojnie, bez większych życiowych zmian. Stale to samo mieszkanie, praca, ten sam wolontariat i mniej więcej to samo grono ludzi z którymi spędzałam czas. A później... Posypał się laptop, musiałam się rozejrzeć za nowym. Nabywając przy tym umiejętności proszenia innych o pomoc. Kompletnie zerwałam z kimś kontakt, odświeżając z kolei kontakt z Królikiem- na nowo. Zakochałam się po...
Naszło mnie na mały spacer... Okazało się, że jednak na większy, bo jako że zwiał mi jeden autobus, a czekanie na kolejny pół godziny mnie nie zachwycało, więc podjechałam do metra i na Kabaty... zdecydowana do Powsina dojść na piechotę. Las po deszczu (nocą?) pachnie cudnie. I jaka miła odmiana: chłód. Zacny spacer, po drodze pomogłam obrać właściwy kierunek pewnej starszej pani wędrującej...
Wszak jak już kawał czasu temu pisałam Latem dzieją się w moim życiu rzeczy niezwykłe, a to lato wyjątkowo rozświetla mi obecność Królika i jego pomysły, nawet kiedy go nie ma... Ale to lato jest też wyjątkowe jeśli chodzi o smaki. Szczególnie smaki lodów. zeszłoroczne szamanie lodów, na pewno były imbirowe i na pewno rozmaryn z sezamem, ale co jeszcze- nie pamiętam, jedne...
Nie rozumiem... Niektórzy ludzie pojawiają się w moim życiu i wydaje mi się, że to już "na zawsze" a przynajmniej na długo. Błyskawicznie łapiemy kontakt, oswajamy się. Od razu znaczą dla mnie wiele, wyczuwam w nich bratnią duszę, kogoś, komu można zaufać i wiem, że będę tęsknić, jeśli znikną, nie umiem sobie wyobrazić jak to by było gdyby zniknęli z mojego życia. A...
Przypadkiem wpadłam na ten tytuł na czyimś blogu, szukając tam czegoś zgoła innego. Tytuł jak tytuł, ale treść... jak dla mnie bomba.
Najfajniejsze, że temat niby taki bardzo życiowy i konkretny, a czytając książkę uśmiałam się setnie, bo humorystycznie napisana.
Czas by było wbić sobie ją do głowy, bo za łatwo sobie nawkręcać jakichś głupstw, tłumaczyć człeka, że się nie odezwał bo coś tam, że mu zależy tylko coś tam, a w ogóle to jeszcze to i tamto...
Że zacytuję:
Obiecał zadzwonić, ale nie zadzwonił? To ty dzwonisz do niego, a on
przyjmuje to z lekkim zniecierpliwieniem? Nie proponuje spotkań?
Zaprasza cię do siebie do domu, a potem wcale nie ma ochoty przespać
się z tobą? Nie chce z tobą zamieszkać? Opowiada bajki o zawiłym
układzie z żoną, z którą ma zamiar się rozstać, ale jeszcze nie teraz?
Nie prosi o rękę?
Nie oszukuj się i nie wymyślaj usprawiedliwień. Odkąd wynaleziono
komórkę, zawsze można na chwilę zadzwonić. Jak ktoś ma w poczcie
elektronicznej opcję "odbierz", to ma i "wyślij". A wysłanie listu nie
wymaga dzisiaj wynajęcia dyliżansu. Nikt nie jest aż tak zajęty, żeby
nie znaleźć godzinki na spotkanie. Jeśli mu się naprawdę podobasz,
będzie miał ochotę na seks, nawet gdy będzie zmęczony. I z pewnością
nie będzie potrzebował do tego alkoholu. Jeśli opowiada ci, że ma
kłopoty z bliskością, niech idzie na terapię, zamiast zawracać ci
pupę. Jakby naprawdę chciał rozwieść się z żoną, toby się rozwiódł. I
ożenił z tobą. Pogódź się więc z prostą prawdą: jemu na tobie nie
zależy.
Recenzja Flandry TUTAJ
Najfajniejsze, że temat niby taki bardzo życiowy i konkretny, a czytając książkę uśmiałam się setnie, bo humorystycznie napisana.
Czas by było wbić sobie ją do głowy, bo za łatwo sobie nawkręcać jakichś głupstw, tłumaczyć człeka, że się nie odezwał bo coś tam, że mu zależy tylko coś tam, a w ogóle to jeszcze to i tamto...
Że zacytuję:
Obiecał zadzwonić, ale nie zadzwonił? To ty dzwonisz do niego, a on
przyjmuje to z lekkim zniecierpliwieniem? Nie proponuje spotkań?
Zaprasza cię do siebie do domu, a potem wcale nie ma ochoty przespać
się z tobą? Nie chce z tobą zamieszkać? Opowiada bajki o zawiłym
układzie z żoną, z którą ma zamiar się rozstać, ale jeszcze nie teraz?
Nie prosi o rękę?
Nie oszukuj się i nie wymyślaj usprawiedliwień. Odkąd wynaleziono
komórkę, zawsze można na chwilę zadzwonić. Jak ktoś ma w poczcie
elektronicznej opcję "odbierz", to ma i "wyślij". A wysłanie listu nie
wymaga dzisiaj wynajęcia dyliżansu. Nikt nie jest aż tak zajęty, żeby
nie znaleźć godzinki na spotkanie. Jeśli mu się naprawdę podobasz,
będzie miał ochotę na seks, nawet gdy będzie zmęczony. I z pewnością
nie będzie potrzebował do tego alkoholu. Jeśli opowiada ci, że ma
kłopoty z bliskością, niech idzie na terapię, zamiast zawracać ci
pupę. Jakby naprawdę chciał rozwieść się z żoną, toby się rozwiódł. I
ożenił z tobą. Pogódź się więc z prostą prawdą: jemu na tobie nie
zależy.
Recenzja Flandry TUTAJ
O fantazjach mogłabym pisać i pisać, to temat rzeka...
Wszak to dziecko, które uciekało w świat marzeń, fantazji, wyobraźni i książek i ta dawniej osamotniona i niemalże aspołeczna dziewczyna a teraz o wiele bardziej towarzyska i "do ludzi" osoba - to cały czas ja.
Przecież tak łatwo coś sobie wkręcić.
Przecież tak łatwo odbiec od rzeczywistości we własne wyobrażenia na czyjś temat, tkwienie we wspomnieniach lub w marzeniach, wyobrażeniach i fantazjach na temat tego, co może się zdarzyć.
A później jakoś ciężko do rzeczywistości wrócić.
A później nawet postrzeganie tego, co jest realnie i namacalnie szwankuje, nie zauważa się pewnych drobiazgów, albo odruchowo interpretuje się je zgodnie z tym co by się chciało widzieć.
Powstaje jakiś nierealny, z dnia na dzień coraz bardziej zakłamany obraz.
Tak było nieraz, wiem po sobie... jak łatwo sobie namieszać.
Zdecydowanie wolę to co realne, a smak życia wolę odnajdować w tym, co się zdarza a nie w tym, jakie mam wyobrażenia na temat tego co się zdarza. Życie jest zbyt fascynujące by żyć niejako obok niego.
Choć nie powiem, łatwo nie jest.
Przychodzę z daleka. Z miejsca, gdzie "Czy mogę coś dla ciebie zrobić?" oznacza: "Przepełnia mnie lęk. Czy mogę zostać z tobą? Nie zostawiaj mnie!" Złość znajdowała tam wyraz wyłącznie w uprzejmym uśmiechu. Powstrzymywane łzy spływały do mojego wnętrza: gorący prąd, który szukał sobie ujścia poprzez moje gardło lub wtapiał się w żołądek. Naczynie, wypełnione po brzegi zmartwieniami, których nigdy nie ubywało. Tak bardzo tęskniłem za kimś, kto by mnie nie oceniał, że nie miałem już odwagi spojrzeć komukolwiek w oczy. Słowa, które mogłyby mnie zbliżyć do innych ludzi, przestałem wypowiadać nawet w moich myślach. Dłonie, które pragnęły dotykać, stały się sztywne i zimne jak obcęgi, a skóra, tak bardzo tęskniąca za dotykiem, wbrew sobie unikała wszelkiej czułości.
Zwątpienie odgrodziło mnie od świata niczym czarny mur. A jakby tego jeszcze było mało, zacząłem znęcać się nad sobą w jeszcze inny, dużo bardziej bolesny sposób. Winiłem samego siebie za własne przygnębienie. Trwało to latami. Dzień za dniem czyniłem sobie wyrzuty z powodu wszystkich moich nerwic. Poniżałem siebie, karałem, skazywałem na piekło doskonałości pod hasłem: to be the best or not to be... Odbyłem wielką podróż. Nie wiem jednak, czy posunąłem się w niej choćby o mały krok naprzód. Czasem mam wrażenie, że ta niezwykle długa droga, którą podążałem, okazała się okręgiem. Ilekroć drogę tę obierałem, wracałem niezmiennie do punktu wyjścia, który za każdym razem wydawał się leżeć coraz niżej.
Coś jednak uległo zmianie: nie jestem już swoim wrogiem. Mam dla siebie coraz więcej sympatii. Czasami naczynie przepełnia się, a łzy płyną mi po policzkach, ale nie palą już mojego żołądka ani gardła. Często zdobywam się na odwagę spojrzenia ci prosto w oczy, aby zobaczyć w nich ciebie zamiast moich fantazji na twój temat. Czasem moje ręce nie stają się sztywne. Czasem też nie boję się zaufać pieszczotom. Bicz doskonałości stopniowo ustępuje miejsca poczuciu humoru neurotyka, godzącego się na własną niedoskonałość i nie bojącego się odkryć przed światem.
s.29 "Gras unter meinen Füssen", Bruno-Paul de Roeck, Rowohlt Taschenbuch Verlag GmbH, Reinbek bei Hamburg 1985
Książka jeszcze nie wydana w Polsce.
Wszak to dziecko, które uciekało w świat marzeń, fantazji, wyobraźni i książek i ta dawniej osamotniona i niemalże aspołeczna dziewczyna a teraz o wiele bardziej towarzyska i "do ludzi" osoba - to cały czas ja.
Przecież tak łatwo coś sobie wkręcić.
Przecież tak łatwo odbiec od rzeczywistości we własne wyobrażenia na czyjś temat, tkwienie we wspomnieniach lub w marzeniach, wyobrażeniach i fantazjach na temat tego, co może się zdarzyć.
A później jakoś ciężko do rzeczywistości wrócić.
A później nawet postrzeganie tego, co jest realnie i namacalnie szwankuje, nie zauważa się pewnych drobiazgów, albo odruchowo interpretuje się je zgodnie z tym co by się chciało widzieć.
Powstaje jakiś nierealny, z dnia na dzień coraz bardziej zakłamany obraz.
Tak było nieraz, wiem po sobie... jak łatwo sobie namieszać.
Zdecydowanie wolę to co realne, a smak życia wolę odnajdować w tym, co się zdarza a nie w tym, jakie mam wyobrażenia na temat tego co się zdarza. Życie jest zbyt fascynujące by żyć niejako obok niego.
Choć nie powiem, łatwo nie jest.
Przychodzę z daleka. Z miejsca, gdzie "Czy mogę coś dla ciebie zrobić?" oznacza: "Przepełnia mnie lęk. Czy mogę zostać z tobą? Nie zostawiaj mnie!" Złość znajdowała tam wyraz wyłącznie w uprzejmym uśmiechu. Powstrzymywane łzy spływały do mojego wnętrza: gorący prąd, który szukał sobie ujścia poprzez moje gardło lub wtapiał się w żołądek. Naczynie, wypełnione po brzegi zmartwieniami, których nigdy nie ubywało. Tak bardzo tęskniłem za kimś, kto by mnie nie oceniał, że nie miałem już odwagi spojrzeć komukolwiek w oczy. Słowa, które mogłyby mnie zbliżyć do innych ludzi, przestałem wypowiadać nawet w moich myślach. Dłonie, które pragnęły dotykać, stały się sztywne i zimne jak obcęgi, a skóra, tak bardzo tęskniąca za dotykiem, wbrew sobie unikała wszelkiej czułości.
Zwątpienie odgrodziło mnie od świata niczym czarny mur. A jakby tego jeszcze było mało, zacząłem znęcać się nad sobą w jeszcze inny, dużo bardziej bolesny sposób. Winiłem samego siebie za własne przygnębienie. Trwało to latami. Dzień za dniem czyniłem sobie wyrzuty z powodu wszystkich moich nerwic. Poniżałem siebie, karałem, skazywałem na piekło doskonałości pod hasłem: to be the best or not to be... Odbyłem wielką podróż. Nie wiem jednak, czy posunąłem się w niej choćby o mały krok naprzód. Czasem mam wrażenie, że ta niezwykle długa droga, którą podążałem, okazała się okręgiem. Ilekroć drogę tę obierałem, wracałem niezmiennie do punktu wyjścia, który za każdym razem wydawał się leżeć coraz niżej.
Coś jednak uległo zmianie: nie jestem już swoim wrogiem. Mam dla siebie coraz więcej sympatii. Czasami naczynie przepełnia się, a łzy płyną mi po policzkach, ale nie palą już mojego żołądka ani gardła. Często zdobywam się na odwagę spojrzenia ci prosto w oczy, aby zobaczyć w nich ciebie zamiast moich fantazji na twój temat. Czasem moje ręce nie stają się sztywne. Czasem też nie boję się zaufać pieszczotom. Bicz doskonałości stopniowo ustępuje miejsca poczuciu humoru neurotyka, godzącego się na własną niedoskonałość i nie bojącego się odkryć przed światem.
s.29 "Gras unter meinen Füssen", Bruno-Paul de Roeck, Rowohlt Taschenbuch Verlag GmbH, Reinbek bei Hamburg 1985
Książka jeszcze nie wydana w Polsce.
Marzy mi się odrobina spokoju, dzień na łonie przyrody, w słońcu, nad wodą, w otoczeniu pełnym zieleni, kwiatów, śpiewających ptaków. W plecaku aparat, coś do picia i jedzenia, książka. Kocyk? I nic innego się nie liczy, na tych kilka godzin. Eh, marzenia. Póki co ostatnie dni w pracy, zaległe akademiowe sprawy (co do których sama na siebie jestem zła że dopiero teraz) i...
![]() |
źródło: gdzieś w necie... ;) |
Powstrzymujemy łzy ile tylko się da, przerażeni, że zostaniemy poniżeni i zawstydzeni, powstrzymujemy je przez całe liceum, potem całe studia i potem aż do trzydziestki, kiedy nagle okazuje się, że już kompletnie przestaliśmy się dogadywać z naszym emocjonalnym GPS-em i nie mamy już pojęcia jak naprawdę się czujemy, bo naszym odruchem jest, kiedy tylko poczujemy emocjonalne ukłucie, jego stłumienie.
Całość tekstu TU.
Wylałam morze łez: ostatnie miesiące czy nawet tygodnie nie były pod tym względem wyjątkiem.
Czasem to kłopotliwe: dla innych, dla mnie.
W końcu nie chcę być postrzegana stale jako ktoś kto wiecznie płacze, wiecznie jest rozchwiany i niestabilny, a byle głupstwo wywołuje u tej osoby łzy...
I nieco inne spojrzenie na łzy... zmusił mnie ten tekst do myślenia.
Od strony fizjologii, łzy powodowane przez emocje pojawiają się wtedy, gdy zachodzi u człowieka szybkie przejście od aktywności systemu współczulnego do przywspółczulnego – od stanu wysokiego napięcia do okresu powrotu do równowagi i ozdrowienia. W zależności od warunków, człowiek opisuje takie przejście jako „poddanie się”, „odpuszczenie”, „załamanie” itp. Oczywiście, nic nie zostaje dosłownie „wypuszczone” w momencie zachodzenia zmian biofizycznych, chociaż poziom adrenaliny spada i w ciele słabnie napięcie.
Dlaczego płaczemy?
W miarę jak odnajduję w sobie równowagę, łzy nie płyną już tak często i nie w takiej ilości...
I na koniec cytat dalej w temacie choć z zupełnie innej strony, coś, pod czym podpisałabym się obecnie obiema rękami:
Przeżywałam, cierpiałam, ryczałam – myślałam, że mnie rzucił. Umyłam się, ubrałam, uśmiechnęłam, spojrzałam w lustro, ups… NIE!!! – on mnie stracił.
Nie dajcie się zwieść: tytuł brzmi mega banalnie, zdawać by się mogło, że zapowiada pełen pustych frazesów poradnik o wszystkim i o niczym, pełen "złotych" a może pozłacanych rad, które w realnym życiu zastosowanie mają raczej marne. Gdybym ot tak trafiła na ową książkę, w życiu by mnie do siebie nie przekonała tytułem, ale na szczęście wspomniała mi o niej bliska osoba. I......
Zaczęło się od zmiany fryzury. A teraz to już muszę zmienić pracę, nie mam wyjścia bo zdecydowałam się nie przedłużać umowy w aktualnej pracy. Cóż, nie wiem gdzie doprowadzą te wszystkie zmiany, ale... cóż, uważam że są dobre. Uprasza się jedynie o trzymanie kciuków. ...
Znów mnie poniosło... na Bemowo :) ...
To "dam radę" nie oznacza że "dobrze będzie". Czasami ludzie mówią: dobrze będzie, nie zawsze jest dobrze, natomiast ludzie zawsze dają radę. Natomiast "dam radę" nie oznacza że wszystko zrobię sam, proszę o tym pamiętać. To znaczy jak się przewrócę to się podniosę, ale czasem się sam nie podniosę. To również oznacza, że znajdziemu ludzi i rozwiązania, którzy nam pomogą w sytuacji, kiedy...
Kiedy pomyślę, że blisko było pozostanie w domu w tą piękną niedzielę, myślę sobie: szkoda by było. Dlaczego? Bo właśnie w mijającą niedzielę miał miejsce pierwszy spacer w ramach II dzielnicowego dyżuru varsavianistycznego organizowanego przez Dom Spotkań z Historią. Krótko o samym pomyśle: Podobnie, jak w ubiegłym roku, w okresie letnich wakacji od 6 lipca do 14 września, DSH organizuje wycieczki piesze i...