Zaczęło się zgoła niewinnie. Moja przyjaciółka, patrząc na moją torebkę, która wyglądała trochę, jakby ją obgryzło jakieś małe zwierzątko, powiedziała: a może by tak coś na nią naszyć? Trybiki w mojej głowie zazgrzytały i trybiły tam sobie każdego dnia, aż wyłoniła mi się w głowie pewna wizja i tak oto stopniowo nabierała kształtu, aż nabyłam kilka rzeczy i pewnego wieczoru zaczęłam działać. ...
Pomyślałam, że podzielę się z Wami czymś, co sama cenię, więc dzielę się dziś kilkoma linkami, które podbiły moje serce: Riennahera o tym, czy ktoś, kto czuje się nieco jak kosmita może nawiązywać fajne kontakty i cieszyć się sympatią ludzi. A raczej: jak może to osiągnąć i co będzie przy tym przydatne. Czyli Networking dla introwertyków, elfów i innych nieogarów Ania o tym,...
... że tak sparafrazuję autobiografię jednego z moich ulubionych autorów, którą właśnie czytam :) Jak by nie patrzeć, ten cytat pasuje tu idealnie :) Zaczytuję się po raz drugi w "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" i jest mi z tym super :) Od dawna chciałam wrócić do tej książki i cieszę się, że mi się w końcu udało, bo teraz odkrywam...
Jakie to piękne, kiedy niezależnie od tego, czy moje oczy są pełne łez, czy śmieję się na cały głos- w czyichś oczach widzę to samo ciepło i akceptację, życzliwość, która nie pozwala zbyt długo się smucić. Jakie to piękne, kiedy ktoś patrząc mi prosto w oczy mówi o mnie rzeczy, które dostrzegł we mnie, choć wymagało to życzliwego i wnikliwego spojrzenia, o wiele...
Zdarzyła Wam się na pewno nieraz sytuacja, że pytaliście, żeby dowiedzieć się czegoś istotnego, upewnić się, uzupełnić informację, a ktoś to pytanie odebrał jako złośliwość, pytanie o "coś oczywistego", zbędne i mające jedynie dopiec... Kiedy opadają mnie moje strachy, wiem, że nie powinnam im udać, pytam: co miałeś/miałaś na myśli pisząc to i to, mówiąc to i to? Bo tak bezpieczniej, niż się...
Tak na przekór aktualnej pogodzie kilka zdjęć z tej słoneczniejszej jesieni ;) ...
Kupiłam sobie kolorową parasolkę. A później mnie zainspirowała. Skończyło się to tak: Prawda, że od razu jakoś weselej się robi? ;) ...
Któregoś razy zrobiłam takie filigranowe drobinki. Najpierw powstał naszyjnik (na zdjęciu), później jeszcze bransoletka, a myślę jeszcze nad kolczykami. Choć trochę mi chłodno, kiedy na nie patrzę, odrobinę przypominają lód... ...
Owszem, jest we mnie wiele strachu. Takiego, który zmusza do zatrzymania się, cofnięcia się o kilka kroków, kiedy lepiej byłoby zostać tam, gdzie się jest, lub pójść za kimś, przy kim przecież czujemy się dobrze. Takiego strachu, który przychodzi w najmniej spodziewanych momentach, wszystko jest dobrze, układa się jak z płatka, sielankowo. I nagle jeden drobiazg wszystko psuje i dopiero uświadamia, że wcale...
Przegięłam z tym zabieganiem, zalataniem i byciem ciągle w drodze, ciągle w biegu. Niby wtedy nie ma czasu myśleć, zastanawiać się... ale kiedyś trzeba się w końcu zatrzymać. Pół biedy, kiedy zatrzymam się, bo akurat czuję taką potrzebę i mogę. Gorzej jeśli to mój organizm powie mi: STOP! tak bawić to się nie będziemy, potrzebuję odetchnąć! W moim przypadku to była ta druga...
Może to banał, ale za pomocą kawałka mojej przeszłości chcę Wam opowiedzieć o mojej teraźniejszości. Wiele lat tamu, z różnych powodów postanowiłam przestać słodzić herbatę. Nie, że w ogóle wyrzucić ze swojej diety cukier i słodycze, ale po prostu nie słodzić już herbaty. Na początku było ciężko, bo herbata bez cukru raczej nie smakowała, wydawała się być "bez smaku", jakaś taka płaska i...
Moja bransoletka wymagała małej modyfikacji i tak oto dołączyła do niej kokardka :) Ładniej? ...
Jesienią zaczynam szukać wszystkiego, co rozjaśni i rozświetli szare i ciemne dni. Świeczki kocham cały rok, ale właśnie jesienią o wiele bardziej :) Zdjęcie powyżej to to, co "wypomniał" mi ostatnio fejsbuk, a jak już wypomniał, postanowiłam zrobić nową wersję, z tego, co pod ręką. Tadam: A ostatnio poniosło mnie do dawno nie odwiedzanego sklepu i znalazłam tam to cudeńko: Co tu dużo...
Jest wieczór. Za oknem szumi wiatr, czasem jakiś zbłąkany liść uderzy w okno. Zapaliłam świecę, postawiłam ją w otoczeniu jesiennych liści i owoców, niech pali się... aż zgaśnie. Na pewnym blogu przeczytałam: Pamiętaj, że jeśli dziś nie możesz iść na grób, zgodnie z naszą tradycją, i uczcić pamięci po kimś ważnym, zawsze możesz zapalić świeczkę w jego intencji w domu.Takiej świecy nie gasi...
Zastanowiło mnie, że nie męczyła mnie dotąd pewna postawa. A może po prostu, teraz bardziej zwróciłam na to uwagę.
Takie: no szału nie ma, dupy nie urywa, ale niech będzie. No wolałabym coś lepszego, ale skoro nie wierzę, że uda mi się to osiągnąć, to niech będzie o wiele mniej, ale pewne. Gdybym miała wybór, wybrałabym lepsze, ale jak to mówią: lepszy wróbel z garści niż gołąb na dachu.
Serio?
Nie chciałabym być z facetem, który jest ze mną, bo jestem "w miarę", bo aktualnie nie było na horyzoncie kogoś ŁAŁ. Bo gdyby w końcu pojawiła się na horyzoncie dziewczyna super, ideał i szczyt marzeń, zostałabym bez żalu na nią zamieniona. Bo poczułabym się wtedy jak jakiś substytut, erzac, namiastka.
Nie chciałabym mieć za przyjaciół ludzi, którzy spotykają się ze mną, bo aktualnie mają czas, bo nie ma nikogo ciekawszego z kim mogliby się spotkać, bo jakoś aktualnie nie mają ciekawszych pomysłów na spędzanie czasu. Jestem to fajnie, nie- cóż, będą inni ludzie.
Chcę mieć wokół siebie ludzi, którzy mówią mi TAK, bo chcą, bo jest im ze mną dobrze, bo w jakiś dziwny sposób moje zalety równoważą im moje wady. Bo mnie lubią, nawet jeśli czasem doprowadzam ich do szału to dalej widzą we mnie to, co dobre. Bo chcą spędzać czas właśnie ze mną a nie z kimś innym. Bo chcą ten czas właśnie dla mnie znaleźć, a nie mną wypełnić jakąś lukę.
I to nie tak, że zawsze tak patrzyłam.
Przecież ja nieraz wybierałam tę nijakość, to "niech Ci będzie", to poczucie, że ktoś mi łaskę robi, że ze mną rozmawia, że znajduje dla mnie czas, że przez ten moment jest.
A teraz... teraz zwyczajnie zależy mi na tym, by ktoś mnie wybrał i zdecydował: tak, chcę!
Takie: no szału nie ma, dupy nie urywa, ale niech będzie. No wolałabym coś lepszego, ale skoro nie wierzę, że uda mi się to osiągnąć, to niech będzie o wiele mniej, ale pewne. Gdybym miała wybór, wybrałabym lepsze, ale jak to mówią: lepszy wróbel z garści niż gołąb na dachu.
Serio?
Nie chciałabym być z facetem, który jest ze mną, bo jestem "w miarę", bo aktualnie nie było na horyzoncie kogoś ŁAŁ. Bo gdyby w końcu pojawiła się na horyzoncie dziewczyna super, ideał i szczyt marzeń, zostałabym bez żalu na nią zamieniona. Bo poczułabym się wtedy jak jakiś substytut, erzac, namiastka.
Nie chciałabym mieć za przyjaciół ludzi, którzy spotykają się ze mną, bo aktualnie mają czas, bo nie ma nikogo ciekawszego z kim mogliby się spotkać, bo jakoś aktualnie nie mają ciekawszych pomysłów na spędzanie czasu. Jestem to fajnie, nie- cóż, będą inni ludzie.
Chcę mieć wokół siebie ludzi, którzy mówią mi TAK, bo chcą, bo jest im ze mną dobrze, bo w jakiś dziwny sposób moje zalety równoważą im moje wady. Bo mnie lubią, nawet jeśli czasem doprowadzam ich do szału to dalej widzą we mnie to, co dobre. Bo chcą spędzać czas właśnie ze mną a nie z kimś innym. Bo chcą ten czas właśnie dla mnie znaleźć, a nie mną wypełnić jakąś lukę.
I to nie tak, że zawsze tak patrzyłam.
Przecież ja nieraz wybierałam tę nijakość, to "niech Ci będzie", to poczucie, że ktoś mi łaskę robi, że ze mną rozmawia, że znajduje dla mnie czas, że przez ten moment jest.
A teraz... teraz zwyczajnie zależy mi na tym, by ktoś mnie wybrał i zdecydował: tak, chcę!
Tak sobie ostatnio podłubałam i jestem z tego efektu całkiem dumna. Żałuję tylko, że na zdjęciach nie widać w pełni tej metaliczności, a szkoda. Powiem jedno: nieprędko zrobię takie kolczyki znów, były mega czasochłonne i pracochłonne, ale za to efekt końcowy w pełni mi to wynagrodził. ...
Czasem, gdy jestem w mieszkaniu i jest dość cicho, pracuję nad czymś, albo akurat łapię oddech, słyszę czasem kobiecy głos. Zapewne kto ktoś mieszkający gdzieś nad nami, wystarczająco blisko by słyszeć sam głos, wystarczająco daleko, by nie rozumieć słów. Ton głosu niestety mówi mi aż za wiele, przywołując czasem zbyt wiele wspomnień... Słyszę, jak owa kobieta monotonnym głosem, w którym pobrzmiewa trochę pretensja,...
W październiku nie zaszalałam z czytaniem książek, no cóż... 1. Rina Frank: Każdy dom potrzebuje balkonu Lekka, dość miła i przyjemna lektura. Czasem irytująca, czasem ... dziwna. Ale strasznie mi się spodobał obraz przestawionej tutaj rodziny: ani cukierkowy, ani do przesady smutny. Jak to w życiu: wszystko po trochu. 2. Amos Oz: Spokój doskonały Niezwykła książka. Momentami mnie nużyła, momentami wciągała, że nie...
Warszawskim oczywiście :) ...
Pomyślałam sobie: jak szybko przyszedł ten początek listopada. Aż dziwnie jak szybko z tego całego roku zostały już tylko dwa miesiące. Może nie warto czekać do grudnia z zastanowieniem się ile z nadziei i planów na 2015 udało się zrealizować? Może warto pomyśleć nad tym teraz i o to, co się da, jeszcze powalczyć? Inna rzecz, że to co mi zapadło w pamięć,...