Pisałam już kiedyś że nienawidzę przeprowadzek? Od 8 lat mieszkam w W-wie, właśnie przeprowadzam się po raz szósty, z czego raz przeprowadzałam się, bo chciałam zamieszkać z moim już Eks, a raz, bo nie chciałam już z nim mieszkać, no cóż... A najdłużej, choć w dwóch różnych miejscach, mieszkałam na Pradze, trzy lata. Tak więc usiłuję upakować tą zbieraninę rzeczy z 8 lat...
.. istnieje, zwykle szczelnie schowana za skorupką uśmiechu, żartu, wesołości. Kiedy pozwalam, by ktoś dowiedział się czego najbardziej się boję, przed czym drżę najbardziej, przed czym uciekam na koniec świata aż się za mną kurzy... Kiedy mówię o tym, co dla mnie ważne, czego pragnę, o czym marzę, co jest najbardziej moje, prosto z serca... Kiedy nie umiem sobie z czymś poradzić, uświadamiam...
... sprawia, że nagle, tak jakoś zaskakująco mija ten oto miesiąc, który dopiero mi się zaczynał.
Zdałam sobie sprawę, że choć z wieloma ludźmi tak z Akademii Przyszłości (niektóych, to ważne!), jak z poprzedniej pracy, chciałabym się może i spotkać, to i tak ograniczyć się muszę do tych najważniejszych dla mnie ludzi, garstki. I to nie tak, że jestem taka mega zajęta i nie mam czasu na nic, wręcz przeciwnie, czasu mam teraz całkiem sporo, ważne jednak, że chciałabym ten czas spożytkować i dla siebie, a może przede wszystkim: dla siebie :) I może właśnie powinnam zrobić to już dawno, ograniczyć milion rzeczy do zrobienia i skupić się na kilku, znaleźć w swobie spokój i czas na poczytanie książki i zrobienie kilku udanych zdjęć, ugotowanie czegoś jadalnego? Zamiast gnać jak opętana? :D Tak więc owszem, jest garstka ludzi z którymi widuję się często, jednakowoż ciężko mi znaleźć czas dla innych... cóż.
Było nie było, nie spodziewałam się że kilka tygodni spędzonych w większości samotnie tak mi się spodoba. Mieszkałam sama (tak się złożyło) od końca września, a przecież i tak jeśli chciałam się z kimś spotkać, to się spotkałam, nocowała u mnie Net Ka, wpadali znajomi, ba, zrobiłam nawet imprezę w mieszkaniu, co przecież wybitnie rzadko mi się zdarza, a i mnóstwo razy umawiałam się z kimś na mieście, albo dzwoniłam by poplotkować. Miły czas.
Wracając ostatnio z kartonami z byłej pracy przeglądałam swoj telefon, a dokładniej listę kontaktów i bezczelnie wywaliłam co niektórych, innych zostawiając na owej liście jedynie dlatego by wiedzieć kto dzwoni i albo się odpowiednio nastawić i dopiero odebrać, albo nie odebrać w ogóle. Cóż, zdarza się i tak.
A co do kartonów, okazało się to wielce zabawne i absorbujące dla współpasażerów autobusu, że dziewczyna wyglądająca zgoła normalnie, targa komunikacją miejską pakiet złożonych kartonów po frytach.No fascynujące, że też ludzie zajmują się bardziej własnym życiem niż cudzym, a było nie było, JAKOŚ przeprowadzić się muszę :) I w COŚ się spakować muszę by to wszystko przetargać na drugi koniec miasta..
i każda chwila już nie teraźniejsza
stale przeszła lub przyszła
ostatnia i pierwsza...
Zdałam sobie sprawę, że choć z wieloma ludźmi tak z Akademii Przyszłości (niektóych, to ważne!), jak z poprzedniej pracy, chciałabym się może i spotkać, to i tak ograniczyć się muszę do tych najważniejszych dla mnie ludzi, garstki. I to nie tak, że jestem taka mega zajęta i nie mam czasu na nic, wręcz przeciwnie, czasu mam teraz całkiem sporo, ważne jednak, że chciałabym ten czas spożytkować i dla siebie, a może przede wszystkim: dla siebie :) I może właśnie powinnam zrobić to już dawno, ograniczyć milion rzeczy do zrobienia i skupić się na kilku, znaleźć w swobie spokój i czas na poczytanie książki i zrobienie kilku udanych zdjęć, ugotowanie czegoś jadalnego? Zamiast gnać jak opętana? :D Tak więc owszem, jest garstka ludzi z którymi widuję się często, jednakowoż ciężko mi znaleźć czas dla innych... cóż.
Było nie było, nie spodziewałam się że kilka tygodni spędzonych w większości samotnie tak mi się spodoba. Mieszkałam sama (tak się złożyło) od końca września, a przecież i tak jeśli chciałam się z kimś spotkać, to się spotkałam, nocowała u mnie Net Ka, wpadali znajomi, ba, zrobiłam nawet imprezę w mieszkaniu, co przecież wybitnie rzadko mi się zdarza, a i mnóstwo razy umawiałam się z kimś na mieście, albo dzwoniłam by poplotkować. Miły czas.
Wracając ostatnio z kartonami z byłej pracy przeglądałam swoj telefon, a dokładniej listę kontaktów i bezczelnie wywaliłam co niektórych, innych zostawiając na owej liście jedynie dlatego by wiedzieć kto dzwoni i albo się odpowiednio nastawić i dopiero odebrać, albo nie odebrać w ogóle. Cóż, zdarza się i tak.
A co do kartonów, okazało się to wielce zabawne i absorbujące dla współpasażerów autobusu, że dziewczyna wyglądająca zgoła normalnie, targa komunikacją miejską pakiet złożonych kartonów po frytach.No fascynujące, że też ludzie zajmują się bardziej własnym życiem niż cudzym, a było nie było, JAKOŚ przeprowadzić się muszę :) I w COŚ się spakować muszę by to wszystko przetargać na drugi koniec miasta..
i każda chwila już nie teraźniejsza
stale przeszła lub przyszła
ostatnia i pierwsza...
Jak niektórzy twierdzą, jesteśmy "wypadkową" pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu (dodałabym też: z którymi najwięcej się kontaktujemy, rozmawiając przez telefon, mailując czy wymianiając wiadomości na fb lub smsy). Jeśli to prawda, czasem to pewnie dobrze, czasem nie najlepiej. Bo wyobraźcie sobie że jesteście nie tylko tym, co najlepsze w Waszych bliskich osobach ale i tym, co najgorsze, całym dobrodziejstwem inwentarza że...
1. W październiku odświeżyłam tradycję robienia zdjęć w plenerze, zwłaszcza że te jesiennie kolory wybitnie do tego zachęcały. Nie tylko wybrałam się w końcu do Łazienek, ale też chwytałam w obiektyw jesień na Polach Mokotowskich, w Parku Praskim jak również... w warszawskim ZOO :) Warto było, pomijając wszystko, chociażby sama możliwość pooddychania świeżym powietrzem, pogrzania się w ostatnich cieplejszych promieniach słońca. I ten...
Kiedy było szczególnie źle, była zaledwie garstka osób, do których się zwróciłam. Choć w tamtym czasie powiedziałabym o Niej "moja przyjaciółka", o tym, w jak bardzo głębokim dołku się znalazłam pewnej nocy, (kiedy nie mogłam powstrzymać łez po dość gwałtownym wyjściu z mojego mieszkania kogoś dla mnie ważnego)- dowiedziała się dużo, dużo później...
Czasem myślę, że jestem zbyt giętka, zbyt dopasowująca się... tak wiele czerpię z ludzi, którzy stają się dla mnie ważni, upodabniam się do nich, zastanawiam się czy przynajmniej czasami - nie za bardzo. Jeśli dołączam do jakiejś grupy, upodabniam się do niej w pewien sposób... przystosowuję. Podobnie z pojedyńczymi osobami. Ma to oczywiście swoje granice, których staram się nie przekraczać, np. nie zapaliłam pod czyimś wpływem papierosa ani jointa, nie zrobiłam miliona głupich rzeczy za czyjąś namową bo wiem, że czułabym się z tym później źle. Są też takie momenty, że dla grupy jestem "jakaś" choć zapewne w innej grupie ludzi byłabym zupełnie inna, albo tylko we własnym towarzystwie- już zupełnie odmienna osoba.
Wracając jednak do Niej. Mijały kolejne miesiące kiedy nie miała czasu by się spotkać, kiedy nie układało się totalnie, było zupełnie nie po drodze, czułam się coraz bardziej olana... bo mając jednocześnie pracę, jeden stały wolontariat i jeden z doskoku, byłam bardziej elastyczna niż ona, mająca na głowie o wiele mniej. W każdym razie kiedy planowałam małą imprezę dla najbliższych znajomych, odruchowo zaprosiłam i ją, by już po chwili tego żałować. Czemu? Kiedy już udawało nam się spotkać, z jej strony słyszałam stale narzekania, na to, na tamto, że tu źle, tak źle... i w czymś tam w ogóle do bani, słabo i beznadziejnie. Doszło do tego, że idąc na spotkanie z nią, czułam się fizycznie zmęczona... Próbowałam się spotkać, ale akurat musiała wyjechać, później to ja po wolniejszych i swobodniejszych dniach miałam więcej na głowie. Dałam spokój...
W efekcie poprosiłam, żebyśmy się spotkały za jakiś czas. Nie na imprezie. Z jednej strony poczułam się podle, mówiąc to, z drugiej strony poczułam się wolna. I w zgodzie z samą sobą.
Nie zrozumcie mnie źle.
Nie jestem osobą, która "usuwa" ze swojego życia osoby, które smęcą czy marudzą.
W ogóle daleka jestem od jakiegokolwiek "wywalania" ludzi skądkolwiek, nieodzywania się do nich.
Sama marudzę i czasem myślę, że powinnam to ograniczyć.
Nie czuję się tylko na siłach stale walczyć o jakąś znajomość... owszem, chcę się spotkać i całą tą sytuację wyjaśnić za jakiś czas. Jednak sama zdaję sobie sprawę, że nie chcę już być tak blisko. Sama łatwo popadam w smęcenie i marudzenie, a jeśli dużo czasu spędzam z kimś, kto we wszystkim widzi głównie złe strony... widzę wszystko jeszcze bardziej czarno. A tego nie chcę.
Nie wyobrażam sobie co by było, gdybym tamtej nocy, mega zdołowana, w odpowiedzi dostała jakiegoś mało pozytywnego smsa od Niej a nie to, co napisał mi Królik: że brzmi poważnie, ale spotkamy się i "coś poradzimy"...
Jasny gwint, kolejne rozdroże w moim życiu.
Dzisiaj Was zapraszam na mały jesienny spacer :) ...
Parę dni temu zajrzałam na nieznanego mi dotąd bloga Sour Girl :) I przeczytałam tam tekst, który mocno zapadł mi w pamięć. Słyszeliście może o efekcie Franklina? Więcej napisała o tym Ania, jednak tak w skrócie: sprowadza się do stwierdzenia, że bardziej lubimy ludzi, dla których możemy coś zrobić, którym możemy oddać jakąś przysługę. Kiedy to czytam, zaczyna mi się plątać po głowie...
Nie wiem czemu, ale to zdjęcie, zrobione w czasie pewnego jesiennego spaceru, kojarzy mi się z samotnością, z tęsknotą za kimś, kogo nie ma... Za konkretną osobą. Bo i też na tym spacerze zatęskniłam mocno za kimś, z kim kontaktu nie mam i zapewne nic się w tej materii nie zmieni. Bo czasem chodziliśmy po Polach Mokotowskich razem, bo tam razem szkicowaliśmy wprawiając...
Link TUTAJ tymczasem jak to u mnie wyglądało? :) 1. Nie oglądam TV od kilku lat, pomijając jakieś okazjonalne sytuacje. Zabawne, że jak się wprowadzałam do aktualnego mieszkania, ani Pan Kot ani ja nie chcieliśmy mieć w swoim pokoju telewizora, więc koniec końców został u niego, tam gdzie stał i jak mieszkamy tu prawie dwa lata, tak nie jestem pewna czy kiedykolwiek był...
Czyli Tadeusz Konwicki o pisaniu o literaturze. Na ogólne życzenie czytelników przedstawiam rozszerzoną listę osób, które nie powinny wypowiadać się kategorycznie na temat literatury: *Ci, co nie umieją czytać *Ci, którym słoń na ucho nastąpił *Żony i konkubiny intelektualistów *Panowie, którzy stale cierpią za cały naród to znaczy za 27.042.568 bywateli Polski Ludowej *Kasjerzy wydawnictw *Młodzież w wieku pokwitania *Ci, co mówią: cholera,...
Czasem marudzę, że jest marnie, owszem. I wydaje mi się, że moje problemy takie wielkie i takie skomplikowane. A czasem... idę na przykład na taki jesienny spacer po Powązkach i jak ostatnio, łapię dystans, widząc taki na przykład rodzinny grób rodziny, która zginęła w wypadku: ona młodsza ode mnie, on też i ich roczny synek. A ja sobie chodzę po ziemi i marudzę,...
11. PORANEK bez kawy, srawdzenia poczty/fb i innych, a opcjonalnie czegoś słodkiego- to nie jest dobry początek dnia ;) 12. MAM OCHOTĘ NA... małe szaleństwo: nowe kolczyki. kiedy mnie napada taka chętka, odwiedzam mój ulubiony sklep. tam wszystkie są oo 5 zł, te też były :) 13. DŁONIE robią to co lubią, czyli trzymają aparat- bez niego rzadko się gdzieś ruszam :) kolor...
Cieszę się, że w końcu mam czas na mnóstwo rzeczy. Choćby na podpatrywanie wiewiórek w Łazienkach i zachwycanie się jesienią :) No dobra, również na zaległe szycie, przeinstalowywanie różnych dziwnych programów na kompie i wybieranie zdjęć do wywołania- również. Plus wysprzątanie szafek w kuchni, wymycie lodówki, wypucowanie okien i "odgruzowywanie" łazienki krok po kroku. OK, przyznam się, że już od jakiegoś czasu nie...
Tutaj, na blogu, również. Nie tak dawno dotknęło mnie do żywego takie trochę pogardliwe stwierdzenie że piszę "tylko" bloga. Pisanie artykułów- no tak, to już coś, ale pisanie bloga... Zirytowało mnie to. Tym bardziej że pisać lubię, zwłaszcza pisać tutaj. Choć odkąd nie jestem już w Akademii, czuję mniejszą presję i nie mam już chęci aż tak się ukrywać, więc planuję nieco zmian...
Moaa zaczęła od TEGO Albo inaczej: Więc odpowiem tak: 1. Sama nie wiem czy się skuszę, bo... mam w perspektywie przeprowadzkę a kilka doniczkowych roślinek już mam. Kto wie jednak? :) Jednak nie. 2. Ostatnimi czasy zrobiłam sobie pokaźny remanent na dysku zewnętrznym, później na dysku twardym, a ostatnio... ostatnio zrobiłam porządki w zakładkach a nawet więcej: wstępnie wybrałam zdjęcia do wywołania z...
6. MAKE-UP z reguły maluję się śladowo,a jak już mnie najdzie kończy się na pudrze, czasem różu, rozświetlającej, srebrzystej kredce do oczu, czarnym tuszy do rzęs i carmexie... a czasem czarny tusz zastępuje fioletowy, który w dodatku pachnie bzem :) 7. NA NOGACH mimo wszystko, większość swojego czasu spędzam w tych właśnie butach, szczególnie jeśli mam sporo kilometrów do pokonania 8. CHWILA TYLKO...