Zajrzałam dziś do dawno nieużywanej skrzynki mailowej. OK, czasem tam zaglądam, bo mam z nią powiązane konto w BUWie a nie chcę sobie zaśmiecać Gmaila tym co mi przychodziło na o2. Loguję się więc tam czasem, niekiedy nawet znajduję tam maile zapodziane, wysłane jeszcze na mój dawny adres. Używałam go pod koniec liceum i jeszcze na początku studiów, później zmieniłam adres... Tyle wspomnień...
Uciekłam by wrócić i przewrócić cały pokój w poszukiwaniu pewnego świstka. To samo zrobiłam uprzednio z pokojem w rodzinnym domu. Znalazłam, wypełniłam co trzeba i już. Jestem. Co prawda nie skończyłam porządkowania pokoju po zrobieniu w nim totalnego bajzlu, ale za to jestem tak przyjemnie zmęczona, bo znów mnie poniosło na rower, tym razem już nie samotnie... bo z Panem Kotem. Szał. Znów...
Wczoraj miała miejsce nasza rozmowa... kolejna w ciągu ostatnich dni, a nawet tygodni z których każda z kimś innym, w innej sytuacji a jednak każdą z osobna łączyło to, że czegoś zabrakło i komunikacja 'padła'. Uciekłam. W bezpieczne rozmowy o abstrakcyjnych ludziach, a przecież to, co mnie gryzie nie dotyczy ludków z Marsa, ale tego jednego człowieka z którym siedziałam w pewnym miejscu...
A zaczęło się od zainspirowania najpierw logiem Małej Mi i nagłówkiem a później blogiem Magdy :) Tyle, jeśli chodzi o grafikę... Długo byłam wierną fanką tej optymistycznej zieleni, jednak teraz poczułam, że czas coś zmienić... Grafika w nagłówku jest mojego autorstwa. Czas też na innego rodzaju zmiany. Dzisiejszy, mocno zwariowany dzień skłonił mnie do kilku przemyśleń. Najpierw dosłownie trzy godziny snu, pobudka skoro...
Nie mów, chociażbyś miał ginąć z pragnienia, Że wszystkie źródła wyschły już bijące! - Tyś gonił pustyń piaszczystych złudzenia, A minął strumień na zielonej łące. Nie mów, chociażbyś umierał z tęsknoty, Że nie ma czystej miłości na ziemi! - Tyś pewnie w drodze blask jej rzucił złoty, Za ognikami zdążając błędnemi. Nie mów, że wszystko, czegoś ty nie umiał Odnaleźć w życiu -...
Wczoraj zdarzyło się coś, na co w zasadzie byłam przygotowana... w zasadzie. Szkolenie Akademii Przyszłości, podobne do tego, na którym byłam na samym początku, jesienią. Tyle, że jednak inne odrobinkę. bardziej 'kameralne', bo mniej osób a i ja byłam już zupełnie inna. Tutaj opis pewnego ćwiczenia (wrażeń) na temat mądrej i niekoniecznie mądrej pomocy (nie chcę dublować): Nietypowe ćwiczenie czyli czym się różni...
Jako wolontariuszka oczywiście. Kilka dni temu dostałam maila z pytaniem czy nie miałabym ochoty pomóc przy organizacji Pucharu Maratonu w tą sobotę. Pierwszy , (najkrótszy bo tylko 5kilometrowy) z kilku kolejnych biegów, mających niejako przygotować do Maratonu Warszawskiego we wrześniu. Od paru dni toczyłam walki ze swoim nastawieniem i gorszymi chwilami. Pomyślałam, że może właśnie to dobry pomysł. Odpisałam, że owszem, będę. I...
Szukam swojej nadziei... optymizmu. Uśmiechu.
Dzisiejszy dzień wyjątkowo owocny a przy okazji zwariowany. Pogoda to istne szaleństwo: cieszę się, że załapałam się na trochę słonecznych chwil i podładowałam akumulatory wśród zieleni i słońca, zanim przyszła wiosenna burza z ulewą i gradem wielkości groszku.
Zmobilizowałam się. Wydrukowałam, zapakowałam w zaadresowaną kopertę swoją pracę na konkurs literacki (mam rażenie, że nazywanie jej książką to za dużo by było... na tą chwilę), dołączyłam wymagane gadżety i zakleiwszy, pobiegłam z tym na pocztę. Wysłałam.
Zdaję sobie z jednej strony sprawę, że to najbardziej dopracowany kawałek mojej twórczości, jaki dokądkolwiek wysłałam. Zdaję sobie też sprawę, że ma wady, niedociągnięcia...
I zdaję sobie sprawę również, że sukces w tym przypadku to coś więcej niż tylko ewentualna wygrana w tym konkursie... Sukces odniosłam decydując się napisać taką a nie inną historię i doprowadzając zamiar do końca. Odniosłam go również, kiedy własne przeżycia ubierałam w słowa i historie innych osób. Zwyciężyłam, kiedy fragmenty mojego pisania dotyczące prawdziwych osób pokazałam im i miałam odwagę później z nimi o tym porozmawiać/popisać. Wygrałam, swoim pisaniem zamykając jakąś starą historię.
W tym rozumieniu odniosłam wiele sukcesów już teraz, jednakże życzcie mi tego szczególnego zwycięstwa... a więc debiutu powieściowego już na poważnie że tak powiem.
Wyniki z końcem lipca. :)
Tak wiele się zmienia, przesuwa, zmienia czas... nie chcę. Chcę już, teraz.... Że niecierpliwość jest tylko rodzajem ucieczki przed samym sobą? Tęsknię...
Mało dziś słów a wiele zdjęć :) Zaczęło się od smakowania dość nietypowych słodyczy: mochi są rodzajem popularnych w Japonii i nie tylko kluseczek z mąki ryżowej , z nadzieniem... te akurat wypełnione masą z orzechów arachidowych i posypane orzeszkami. Mmmmm... Jakby tej frajdy było mało, pyszna herbata... tym razem oolong, naprawdę genialny smak. Niezłą frajdę mi ktoś sprawił tymi prezentami :) A...
W weekend zdarzyło mi się coś paskudnego. Najogólniej mówiąc, pewna msza ku upamiętnieniu zmarłej osoby przeszła dość płynnie w rodzinną dyskusję. Gwałtowną dyskusję. Najogólniej mówiąc, jeszcze dziś odczułam tego skutki i najwyraźniej można nawet po sześciu latach w tym mieście zgubić się i to przed rozmową w sprawie pracy, nie zdążyć na nią mimo wyjścia pół godziny wcześniej... Cała sytuacja skończyła się wpadnięciem...
Łukasz od zawsze był spokojnym i raczej zamkniętym w sobie chłopcem. Jako noworodek przeszedł poważną chorobę i przez wiele lat był dość słabowity. Jego ojciec, lekarz, zupełnie nie tak wyobrażał sobie syna. Czasem, nie mogąc już tego znieść, że syn nie jest silny i wysportowany, w złości do uderzył. Jego żona, cicha i najspokojniejsza na świecie osoba, niemalże ze wszystkim się zgadzała. Za...
Kiedy M. powiedział mi wieki temu, że chciał, żebym była w jego zespole, bo jestem kimś, kto ma odwagę nad sobą pracować, uznałam to za miłe. Jednak nie przywiązywałam do tego zbyt wielkiej wagi. Jeśli się nad tym zastanowić, nie widziałam w tym nic szczególnie wyjątkowego. Tak się jakoś utarło, że przez większość mojego życia czytam książki o pracy nad sobą, zastanawiam się...
Bywają chwile, kiedy człowiek nie bardzo umie się odnaleźć w swoim świecie. Niby już wybrał tą odpowiadającą sobie ścieżkę, ale dalej tak często pojawiają się myśli, że może się jednak nie uda, że może by tak inaczej, że może... A obok wiosna i nawet po porządnej porcji niewyspania i czasowej utracie głosu (tak, nie ma to jak się zakrztusić...;) nie sposób tego nie...
Co się może zdarzyć, kiedy człowiekowi przydarza się coś tak pozytywnego, że aż ciężko mu uwierzyć, że to nie sen, a jeśli nawet nie... to że nie skończy się bardzo szybko? Najprościej jest... uciec. To boli, ale jeśli człowiek bardziej się boi że straci kiedyś swoje szczęście? Przypomina mi to cytat z pewnej książki (znów Murakami!): Dawno temu porzuciłam kogoś, coś, czego nie...
Kilka ostatnich dni minęło mi w dość zwariowany sposób. Raz gorzej, raz lepiej. Za to nadszedł dzień którym gdybym nie zajęła się niczym konkretnym, zapewne utonęłabym we wspomnieniach. Początek dnia przywitał mnie nieziemskim hałasem zza okna, ale zamiast narzekać postanowiłam sprawdzić, jak w praktyce działa wypożyczanie rowerów. O Bemowo Bike czytałam jeszcze kiedy były to tylko zapowiedzi, później z niecierpliwością czekałam na dalsze...
Cześć... jak tam u Ciebie? U nas tak wiele się zmieniło przez te cztery lata. Twój mąż pracuje w tej samej firmie, dba o kwiaty, które tak lubiłaś, nie poznałabyś ogródka. Nie ma już w nim tego gąszcza kwiatów. Latem na przestrzeni zasianej trawą zakwitają lilie... białe, pomarańczowe i bordowe. Zakwitają też pnące czerwone róże, które tak lubiłaś. Ten uparty lubczyk, który zasadziłaś...