Majowe wnioski

11:49:00

Mijają kolejne miesiące mojego wyzwania.
Coś się zmienia, coś się przeistacza we mnie. Czuję że jestem inna, że się zmieniam...
I widzę jak tą nową siebie jakoś nieśmiało zaczynam lubić.



I mimo, że miewam czasem chwile zawahań: po co mi to wszystko, po co mi wymyślać sobie kolejne wyzwania, po co się męczyć, dręczyć i zastanawiać... robić coś inaczej niż dotąd, pod prąd, na nowo, po co skoro gorsze dni i tak przychodzą?
Mimo, że czasem mam serdecznie dość i to wszystko zdaje mi się niekiedy takie na siłę, sztuczne.

A jednak jakoś brnę dalej.

A później... przychodzą takie dni jak ten niedawno: spięcie z moim tatą przez telefon, moje łzy. Całe mnóstwo łez. Cytryna wyciskana do herbaty która potoczyła się pięknie po podłodze, a ja się rozpłakałam znów.

I wzięcie się w garść na tyle by umalować ładnie oczka i z poprawiającym humor wesołym kolorem na paznokciach wyjść na spotkanie zespołu Akademii Przyszłości. I o ile zawsze dotąd mogłam się na takim spotkaniu nie pojawić... tym razem, no cóż, jak mogłabym się nie pojawić na spotkaniu, które miałam poprowadzić? Więc na nie poszłam, przygotowawszy sobie wcześniej listę o czym chcę porozmawiać z moimi wolontariuszami. Wyszło pozytywnie. Hmmm, to miłe usłyszeć: Że dasz sobie radę? Ależ my wszyscy byliśmy o tym przekonani, inaczej nie powierzylibyśmy Ci takiego stanowiska!  To tylko Ty miałaś wątpliwości czy dasz sobie radę, ja nigdy w to nie wątpiłem!

A później kolejne spięcie, brak kontaktu, łzy, wymiana kilku smsów, "zgadajmy się w środę wieczorem"... i moje własne plączące się po głowie myśli: co dalej?

A przecież mimo wszystko, mimo gorszych i lepszych chwil po przepłakanych chwilach ocierałam łzy, wychodziłam z domu i działałam, robiłam wszystko to na czym mi zależało, co w dłuższej perspektywie było i będzie dla mnie istotne. Albo jak wczoraj, po pracy szłam na długi spacer i cieszyłam się pięknym wieczorem, wiosną i miłym towarzystwem, przypominając sobie w końcu że mimo złych chwil, łez, przygnębienia i myśli o tym, że nie wiem, co zrobić dalej gdzieś tam mimo tego sobie istnieje piękna wiosna, zieleń która nawet za tydzień nie będzie już taka sama i ludzie z którymi chcę spędzać czas...

Myślę sobie w takich chwilach że może w takim razie warto było się ze sobą zmagać, zastanawiać nad różnymi rzeczami, pisać o tym tutaj, pisać w zeszycie, iść w inną stronę z nadzieją że może ta nowa ścieżka okaże się lepsza...

Jedno o czym marzę, do czego dążę ... To takie ciężkie do ujęcia w słowa, choć doskonale wiem co chcę przez to powiedzieć.
W efekcie tego nad czym pracuję od jakiegoś czasu dostrzegam już swoje sukcesy, widzę co fajnego robię i za co mogę siebie doceniać, co fajnego mam... Ale jednak zawsze to "za coś"...
Chciałabym kiedyś móc sobie powiedzieć, że doceniam samą siebie nawet wtedy kiedy popełniam błędy, nie osiągam sukcesu i płaczę- chciałabym nawet wtedy móc sobie powiedzieć że to jest OK czasem, że się zdarza że i tak jako połączenie własnych niedoskonałości i zalet- i tak tą niedoskonałą, nieperfekcyjną siebie kocham...


You Might Also Like

5 komentarze

  1. akceptacja samej siebie to ważna sprawa. niedoskonałej i płaczącej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak dla mnie: piekielnie trudne jak na razie

      Usuń
  2. To bardzo trudna umiejętność, by tak siebie samego docenić. Ja nieustannie wątpię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi się ostatnio częściej zdarza doceniać, choć kiedy już wątpię to tak mocno-mocno...

      Usuń
  3. to jedna z najtrudniejszych umiejętności....ale trzeba próbować,starać się zaakceptować siebie...niedoskonałą...z wadami...i chyba najgorzej jest sobie powiedzieć,że mimo iż nie wszystko mi sie udaje...kocham siebie taką jaka jestem...

    OdpowiedzUsuń

Chwal jeśli chcesz, skrytykuj jeśli musisz, pytaj jeśli potrzebujesz :-)

Nie musisz się logować, ale będzie mi miło, jeśli się podpiszesz.

Subscribe