Zakopana po uszy w akademiowej papierologii biegam do Biblioteki Uniwersyteckiej by odpisać na maile i ogarnąć rzeczy on-line, przeprowadzam długie rozmowy ze znajomymi pt. "gdzie Twoim zdaniem można najsenowniej kupić laptopa na raty i od jakich sklepów uciekać jak najdalej" tudzież "użyczysz mi kabelka do zgrania danych z dysku niedziałającego już laptopa, prawda?". Ewentualnie urywam się od świata na długich kilkanaście minut by...
Zaczynam swobodniej oddychać.
Łapać oddech, cieszyć się słońcem. Rezygnować z tego, z czego zrezygnować mogę, by zająć się tym, co w tym momencie ważniejsze. Zaopiekować się sobą.
Trafne to stwierdzenie o "dwóch wilkach", dwóch twarzach tego samego człowieka. I to wcale nie takie ogólnoludzkie, oderwane od rzeczywistości, tylko doświadczone boleśnie na własnej skórze. Czasem wychodzi ze mnie zołza i w chwili niewiary w siebie i swoją własną wartość mówię komuś słowa, których później żałuję i później, zaczerpuję powietrza i mówię: przepraszam...
Oby jak najrzadziej była taka potrzeba.
I cieszę się, że udało mi się "odplątać" w tej jednej sytuacji, przyznać, że nie miałam racji, porozmawiać na spokojnie.
Nigdy nie doprowadzaj do tego, by sytuacja znaczyła dla ciebie więcej, niż relacje.
Powolutku. Krok za krokiem. Idzie ku dobremu, czuję to. Choć na razie momentami obawiam się cieszyć, wolę być ostrożna. I... tak bardzo chciałabym by coś, co gdzieś tam po troszeczku zajmuje w miejsce w moim życiu, zakorzenia się, zostało w nim na dłużej i stało się czymś trwalszym i ... stałym. I tak dom, który zabierasz ze sobą w świat, jak tobołek zarzucony...
Nie ma mnie do odwołania w necie. Wpadać będę tylko czasem. Trzymajcie kciuki za całokształt :) ...
Jest ciepła majowa noc, za oknem wieje jak diabli, gałęzie dęby szamoczą się na wietrze a ja... Zdaje się że właśnie piszę swój 600 post. A tak niedawno był ten pięćsetny. Za mną cztery dni bycia offline, off-laptop i tak dalej. Dziwnie. A wszystko przez to, że mój przyjaciel laptop się zbuntował i przestał działać. Koniec końców te cztery dni dało mi do...
Znów dokądś biegnę. Stale zabiegana, zakręcona, w natłoku spraw i wydarzeń. A jednak są chwile kiedy się zatrzymuję, robię pyszną herbatę, otwieram czekoladę, zapalam kilka świec a w kominek zapachowy wlewam kilka kropli olejku. I myślę, zastanawiam się, niekiedy piszę... Dziś, wyjątkowo po koncercie chóru w którym śpiewa bliska mi koleżanka. Wyjątkowe wrażenia, to było po prostu piękne. Ale... nie o tym chciałam....
Taki sobie mały, niepozorny dość zeszycik. Czasem zbiera różne rysunki Młodej, takie które udało się w nim zmieścić, małe 'liściki' od niej, zdjęcia 'mojego' futrzaka czy ... historie które dość przebiec wzrokiem, a już się buźka sama uśmiecha. Bo jak się tu nie uśmiechnąć, czytając o mega wybuchu śmiechu kiedy ktoś mnie tak rozśmieszył niemożliwie, że aż łzy mi po policzkach płynęły, a...
Tak mnie wiosennie poniosło przed pracą, złapał mnie mały majowy deszcz ale i tak pozytywnie: ...
Mijają kolejne miesiące mojego wyzwania. Coś się zmienia, coś się przeistacza we mnie. Czuję że jestem inna, że się zmieniam... I widzę jak tą nową siebie jakoś nieśmiało zaczynam lubić. I mimo, że miewam czasem chwile zawahań: po co mi to wszystko, po co mi wymyślać sobie kolejne wyzwania, po co się męczyć, dręczyć i zastanawiać... robić coś inaczej niż dotąd, pod prąd,...