Coś we mnie pękło i nie jestem w stanie dłużej przemilczać tego, co mnie gryzie. Ciężko mi zrozumieć zawiść i zazdrość kryjące się czasem w ludzkich sercach. Zazdrość o wszystko, co mam, co udało mi się wypracować, czego się nauczyłam, co osiągnęłam, zazdrość z powodu ludzi, których mam wokół siebie, umiejętności, które mam czy łatwości nawiązywania kontaktów. O ile jeszcze jestem w stanie...
A ja desperacko szukam ciepła: w sobie, w swoim najbliższym otoczeniu, w życzliwych rozmowach i w chwilach oderwanych od codziennego zabiegania. Wieczorem wracam do mieszkania, zapalam światełka i świeczki, robię sobie wielki kubek herbaty - i znajduję czas, by pogadać z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. A czasem jest zwyczajnie źle. Wszelkie plany muszą czekać na swoją realizację, bo z różnych powodów...
Mój zwariowany październik... Kiedy tak przejrzałam zdjęcia, zaskoczyło mnie, jak często pewne aktywności stawały się dość istotnym elementem mojej codzienności. W październiku było bardzo muzycznie i już bardziej niż we wrześniu tanecznie. Poniżej: koncert Celi w Korsarzu, po raz pierwszy wystąpiła z nimi Reflinka :) Niżej właściwie ten sam skład, tylko miejsce inne: Irish Pub :) Się działo, się tańczyło.... Poza tym mandala,...
Uprzedzając pytania: tak, to moja własna łapa i moja własna, prywatna, czterolistna koniczynka... no ok, po prostu znaleziona przeze mnie w Gdańsku, teraz już nie moja bo dałam ją komuś na urodziny :D Swego czasu ujęłam to tak: Co mi się w Królewiczu nie podobało, co mnie do szału doprowadzało to jedno, ale naprawdę doceniałam to, że jeśli coś obiecywał to to robił...
W październiku wręcz pochłaniałam książki, właściwie to nie wiem, jak znalazłam na to czas, skoro ciągle byłam a to na koncercie, tańczyłam, albo gdzieś indziej się pałętałam - ale jakoś się udało. W dodatku wpadło mi w ręce kilka tak wciągających pozycji, że ciężko się było od nich oderwać, choćby i czasu nie było. Najwyżej zostanie go mniej na sen. Ale na książki...
Za oknem deszcz, wiatr, chłód i ciemność, a ja się chowam w ten pierwszy wieczór listopada w ciepłym mieszkaniu, zapalam płomyki świec i... No właśnie. Nie, nie spędziłam dzisiejszego dnia na cmentarzu, nie zapaliłam ani jednego znicza. Spędziłam ten dzień w pracy, cóż, tak wyszło. Choć mimo wszystko, pozwoliło mi to trochę uspokoić myśli, bo mimo wszystko był to dość spokojny dzień. Zaduma...