Styczeń... Nowy aparat, nowe wyzwanie :) Słoik sukcesów i super książki po które sięgnęłam, to wtedy zaczęłam swoją przygodę z książkami Isabel Allende. Opiekowałam się Marleyem (to rude futro :D), piłam po raz pierwszy grzane białe wino z wanilią i pomarańczą, a na dokładkę zasfascynowałam się piaskowymi lakierami do paznokci. I w najbardziej zimową i śnieżną niedzielę poszłam do Łazienek robić zdjęcia z...
2. kubek 14. na talerzu 16. przytulnie 23. czerwienie 24. do twarzy 25. choinka ...
Za szybko minęły mi te święta, za szybko minął mi grudzień, ten rok w ogóle... Jak to, przecież DOPIERO CO był Sylwester. Nom, a za kilka dni znów będzie. Taka sytuacja. Kończę poprawiać, edytować i pisać, wszystko zmierza ku finiszowi z moim e-bookiem. W związku z tym plącze mi się po głowie masa refleksji. Wszak żeby powstał e-book, przejrzałam ponad 750 tekstów z...
Dużo słyszałam i o książce i o filmie pod tym samym tytułem, więc koniec końców postanowiłam sięgnąć i przekonać się, czy warto, wyrobić sobie własną opinię.
Rozczarowałam się.
Ale książka poruszyła we mnie pewne czułe struny i w efekcie postanowiłam napisać parę słów bardziej i mniej powiązanych z książką, jak to ja nazywam- antyrecenzję, tak jak w TYM przypadku.
Wracając jednak do książki...
Opowiada ona historię miłości dwojga nastolatków, do bólu oklepaną i powtarzaną w licznych książkach i filmach.
Ona jest dziewczyną "z dobrego domu", ma kochających rodziców (którzy, co prawda, czasem wyrażają swą miłość spoliczkowaniem jej, albo wyznaczając jej "szlabany", no ale), siostrę, liczne koleżanki. Dobrze się uczy, jest poukładana, grzeczna i w ogóle.
On jest buntownikiem, czasem chuliganem, ściga się na motorze, lubi ryzyko, kiedy ktoś mu "podpadnie", używa argumentów siłowych, zdarzyło mu się kilka razy kogoś wręcz zmasakrować. Rodzina męczy go by zastanowił się nad studiami, on mówi, że nie wie co chce w życiu robić, żyje z dnia na dzień, drwi z brata, który ma dobrą pracę, drwi z propozycji ojca, który mógłby mu pomóc w karierze. I jak to w takich opowieściach bywa, ma swój mroczny sekret.
Oczywiście po początkowej niechęci zakochują się w sobie na zabój. Rodzice dziewczyny są przeciwni, ona walczy o związek jak lwica, kłóci się z rodzicami, tłumacząc im na przykład, że on taki jest, bo pewnie ma powody, że pewnie nikt mu wielu rzeczy nie wytłumaczył, a jak sobie to wszystko poukłada w głowie, będzie inny, będzie wartościowy. Ona nie zgadza się na jego gwałtowność, agresję, brutalność (na szczęście tylko wobec innych, wobec niej jest w porządku), tłumaczy mu "z polskiego na nasze", ale jak się można domyśleć- efekty są tymczasowe i dość mizerne.
Na szczęście koniec nie jest słodkim i beznadziejnym happyendem i daje to pewną równowagę.
Zwróćcie jednak uwagę, jak często w codziennym życiu zdarzają się takie sytuacje.
Ona kocha, widzi w nim ideał i ma nadzieję, że go zmieni, że on się zmieni, że pod tą skorupą gbura, brutala i "złego chłopca" odnajdzie czułego, wartościowego, kochanego mężczyznę, którego odmieni miłość i "będą żyli długo i szczęśliwie". Może on ma mroczny sekret, ktoś go zranił, zrobił mu poważną krzywdę.
Nie łatwiej byłoby od razu poszukać czułego, wartościowego i kochanego mężczyzny? Zamiast na siłę próbować zmieniać kogoś, kto zapewne nie zmieni się, a jeśli nawet się zmieni- to bynajmniej nie dlatego, że my tego chcemy i takie mamy życzenie.
A poważne krzywdy i mroczne sekrety nie mogą przecież do końca życia przesłaniać wszystkiego, ludzi wokół. Krzywdy wyrządzone mi przez kogoś są dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem: pokonać to w sobie, zwalczyć, zapomnieć i iść dalej. Ja przecież chcę być szczęśliwa.
I nie wyobrażam sobie walki o kogoś, komu mogłabym się spodobać, dla kogo mogłabym się stać ważna, z kim mogłabym mieć wiele wspólnych hobby, zainteresowań i podobnych poglądów na życie... A kto by mnie odtrącił, bo przeszłość, bo zranienie, bo mroczny sekret. Bo tak.
I jeśli tak się stanie to w końcu zniknę z życia tej osoby. Bo chcę być szczęśliwa. Bo taki jest mój plan na życie. Bo mnie też ktoś zranił i to nie raz. Bo to nie żadne wytłumaczenie.
A jeśli chcecie wiedzieć jaka to książka wywołała owe refleksje: TA.
I na koniec podzielę się wierszem, który mi tu pasuje:
Wśród lęków i podejrzeń,
z zamętem w myślach, z trwogą w oczach,
rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów,
aby uniknąć oczywistej grozy,
która jest tuż przed nami.
A jednak się mylimy: nie ma jej na naszej drodze.
Wieści kłamały
(a może ich nie było albośmy ich nie pojęli).
Zupełnie inna klęska, nigdy nie przeczuwana,
nagle jak burza na nas spada
i nie przygotowanych — a czasu już brak — zagarnia.
— Konstantinos Kawafis "U kresu"
Rozczarowałam się.
Ale książka poruszyła we mnie pewne czułe struny i w efekcie postanowiłam napisać parę słów bardziej i mniej powiązanych z książką, jak to ja nazywam- antyrecenzję, tak jak w TYM przypadku.
Wracając jednak do książki...
Opowiada ona historię miłości dwojga nastolatków, do bólu oklepaną i powtarzaną w licznych książkach i filmach.
Ona jest dziewczyną "z dobrego domu", ma kochających rodziców (którzy, co prawda, czasem wyrażają swą miłość spoliczkowaniem jej, albo wyznaczając jej "szlabany", no ale), siostrę, liczne koleżanki. Dobrze się uczy, jest poukładana, grzeczna i w ogóle.
On jest buntownikiem, czasem chuliganem, ściga się na motorze, lubi ryzyko, kiedy ktoś mu "podpadnie", używa argumentów siłowych, zdarzyło mu się kilka razy kogoś wręcz zmasakrować. Rodzina męczy go by zastanowił się nad studiami, on mówi, że nie wie co chce w życiu robić, żyje z dnia na dzień, drwi z brata, który ma dobrą pracę, drwi z propozycji ojca, który mógłby mu pomóc w karierze. I jak to w takich opowieściach bywa, ma swój mroczny sekret.
Oczywiście po początkowej niechęci zakochują się w sobie na zabój. Rodzice dziewczyny są przeciwni, ona walczy o związek jak lwica, kłóci się z rodzicami, tłumacząc im na przykład, że on taki jest, bo pewnie ma powody, że pewnie nikt mu wielu rzeczy nie wytłumaczył, a jak sobie to wszystko poukłada w głowie, będzie inny, będzie wartościowy. Ona nie zgadza się na jego gwałtowność, agresję, brutalność (na szczęście tylko wobec innych, wobec niej jest w porządku), tłumaczy mu "z polskiego na nasze", ale jak się można domyśleć- efekty są tymczasowe i dość mizerne.
Na szczęście koniec nie jest słodkim i beznadziejnym happyendem i daje to pewną równowagę.
Zwróćcie jednak uwagę, jak często w codziennym życiu zdarzają się takie sytuacje.
Ona kocha, widzi w nim ideał i ma nadzieję, że go zmieni, że on się zmieni, że pod tą skorupą gbura, brutala i "złego chłopca" odnajdzie czułego, wartościowego, kochanego mężczyznę, którego odmieni miłość i "będą żyli długo i szczęśliwie". Może on ma mroczny sekret, ktoś go zranił, zrobił mu poważną krzywdę.
Nie łatwiej byłoby od razu poszukać czułego, wartościowego i kochanego mężczyzny? Zamiast na siłę próbować zmieniać kogoś, kto zapewne nie zmieni się, a jeśli nawet się zmieni- to bynajmniej nie dlatego, że my tego chcemy i takie mamy życzenie.
A poważne krzywdy i mroczne sekrety nie mogą przecież do końca życia przesłaniać wszystkiego, ludzi wokół. Krzywdy wyrządzone mi przez kogoś są dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem: pokonać to w sobie, zwalczyć, zapomnieć i iść dalej. Ja przecież chcę być szczęśliwa.
I nie wyobrażam sobie walki o kogoś, komu mogłabym się spodobać, dla kogo mogłabym się stać ważna, z kim mogłabym mieć wiele wspólnych hobby, zainteresowań i podobnych poglądów na życie... A kto by mnie odtrącił, bo przeszłość, bo zranienie, bo mroczny sekret. Bo tak.
I jeśli tak się stanie to w końcu zniknę z życia tej osoby. Bo chcę być szczęśliwa. Bo taki jest mój plan na życie. Bo mnie też ktoś zranił i to nie raz. Bo to nie żadne wytłumaczenie.
A jeśli chcecie wiedzieć jaka to książka wywołała owe refleksje: TA.
I na koniec podzielę się wierszem, który mi tu pasuje:
Wśród lęków i podejrzeń,
z zamętem w myślach, z trwogą w oczach,
rozpaczliwie szukamy jakichkolwiek sposobów,
aby uniknąć oczywistej grozy,
która jest tuż przed nami.
A jednak się mylimy: nie ma jej na naszej drodze.
Wieści kłamały
(a może ich nie było albośmy ich nie pojęli).
Zupełnie inna klęska, nigdy nie przeczuwana,
nagle jak burza na nas spada
i nie przygotowanych — a czasu już brak — zagarnia.
— Konstantinos Kawafis "U kresu"
Podzielę się dziś z Wami kolejną częścią zdjęć związanych z wyzwaniem :) 3. płomień 5. na okrągło 8. tylko zimą 12. cicho-sza 21. detal 27. skupienie ...
Dzięki Margaritum postanowiłam podjąć wyzwanie i powędrować myślami do dobrych, budujących wspomnień. Wywołała mnie do odpowiedzi TUTAJ. A pomysł STĄD. Jesień 2013 Nie byłoby tego wspomnienia, gdyby wcześniej nie było smutku i bólu. Siedziałyśmy z J. u mnie w moim zielonym pokoju, piłyśmy herbatę i rozmawiałyśmy. Jak to ja, nie mogłam się przełamać i powiedzieć co mi na sercu leży, choć tak bardzo...
Trochę mnie tu ostatnio nie ma. Biegam tu i tam, usilnie starając się zapomnieć, że zbliżają się święta. Bywam więc na szkoleniu w pewnej korporacji, robię jak maniak biżuterię... i tworzę e-booka, którego mam plan niebawem wydać. Na razie zdradzę tylko, że ma wiele wspólnego z moim blogiem. Trochę czasu mi to zajmuje bo i przejrzenie tekstu i formalności w stylu: pismo o...
Więcej o samym wyzwaniu po lewej (kliknięcie przeniesie Was do posta pomysłodawczyni wyzwania :) A tymczasem kilka pierwszych zdjęć: 1. w oknie 9. kształty 13. błysk 18. poczuj 22. odświętnie 26. na zewnątrz ...
![]() |
zdjęcie STĄD |
Sceny nie do zapomnienia?
Filmowy Religa, który na rzucone przez kelnerkę hasło serce nie sługa, odpowiada butnym: to się jeszcze okaże.
Rozmowa dwóch lekarzy:
-Serce jest w Polsce relikwią, nie wie pan?
-Serce to tylko mięsień
Scena kiedy Religa rzuca swoje rzeczy na chodnik i z marszu zaczyna wykonywać masaż serca, a po samym fakcie zapytany kim jest, odpowiada z ręką w klatce piersiowej pacjenta: aaa przechodziłem tędy.
Historia ze świnią i jej sercem...
Jak dla mnie film okazał się idealnym połączeniem poważnych kwestii, rzeczywistej historii polskiej transplantologii i... takiej w sam raz pasującej do tego wszystkiego szczypty dobrego humoru, żartu niepozwalającego by było zbyt poważnie i patetycznie.
A poza tym... po prostu nie sposób nie docenić roli Tomasza Kota, który na ekranie stał się w pełni Religą.
Plus realia tamtych lat. Łał.
Szacun dla twórców takiego filmu.
Czasem marzę o takim przycisku... The magic button — Make Everything OK ...
Ona jednak twierdziła, że kłamstwo wybierają tylko tchórze, a prawda jest zawsze pożądaną pełnią, jak czerń czy biel. A może istnieje sto odcieni prawdy? (s. 121)
Zafascynowała mnie ta książka.
Nie tylko dlatego że tak bardzo o Indiach, nawet nie tylko dlatego, że tak bardzo o przygotowywaniu potraw... Jak dla mnie ma w sobie coś zgoła magicznego. To opowieść o czasem pełnych ciepła a czasem pełnych niechęci i wzajemnego żalu relacjach między córką a matką, o pokoleniowych przekazach i w jakimś sensie nieuchronnie powtarzanych scenariuszach... Ale też opowieść o wybaczaniu, wdzięczności i decyzjach, które nie dla wszystkich będą do przyjęcia, a niektórzy zareagują na nie żywą niechęcią i żalem.
Moja matka zawsze powtarzała, że zaufanie przygotowuje grunt pod wybaczenie. Wiara i zaufanie są niezbędne, tworzą glebę, w której dopiero może zakorzenić się przebaczenie. Po nim zwykle następuje wdzięczność, która potrafi przyjmować najróżniejszą postać, podobnie jak w najróżniejszej postaci występują podawane gościom przekąski. Jej zdaniem, jest ona formą wyrażania zadowolenia, swoistą odpłatą za możliwość robienia w życiu tego, co się kocha. (...) Moja matka powtarzała, że wdzięczność powstrzymuje strach. Jeżeli skupia się uwagę na tym, co się ma, posiadane dobra się pomnażają, jeśli jednak choć przez chwilę pomyśli się o tym, co budzi lęk, strach się potęguje i sprawia, że człowiek się cofa, zamiast się rozwijać. Dlatego dziękowała za wszystko, co jej się przytrafiało, nawet za zło; dziękowała za to, że zostawił nas mój ojciec. (...) Mawiała też, że wdzięczność wydobywa na światło dzienne różne brzydkie sprawy, a dobre życie polega między innymi na tym, żeby mierzyć się z nimi i w ten sposób się od nich uwalniać. (s. 148)
Po prostu zakochałam się w tej książce.
Na koniec podzielę się jeszcze jednym cytatem:
Zobaczyłam Rawiego Thakkera w zupełnie innym świetle. On wie, co to znaczy kogoś stracić, odczuwać ściskający serce żal, którego nic nie może ukoić, a potem przeżyć radykalną zmianę - doświadczył tego dwukrotnie. Ja straciłam Ammammę i Aććana, podobnie, jak on. Dzięki niemu moja mama była szczęśliwa, to było widać, bardzo się też starał wobec nas, chociaż wiele razy trafiał kulą w płot. (. s 211)
Moje sposoby na lepszy humor w dni kiedy pogoda zdecydowanie nie pomaga (kolejność nie ma znaczenia): 1.Rozmowy z bliskimi mi ludźmi. 2. Zapachy i płomyki: kominek plus zapachowe świeczki to jest TO :) 3. Robienie biżuterii bardzo odrywa od ponurych myśli 4. Coś pysznego, chętnie słodkiego ale niekoniecznie 5. Spacer, nawet jeśli pogoda nie dopisuje. A z aparatem: to już w ogóle cud,...