Wszystko zaczęło się w środowy wieczór kiedy wróciłam z tańców francuskich. Laptop mrugnął jakimś komunikatem i zgasł na amen. Tak totalnie, wszystkie diody zgasły, w tym zasilająca. Później się okazało, że router też strzelam foszki, bo telefon też nie mógł się połączyć. Pewnie był jakiś skok napięcia czy coś...mam nadzieję że tylko zasilacz - pomyślałam.
Całą resztę majówki spędziłam głównie w ruchu i nie narzekam. Ogólnie największa szkoda, że nie mam póki co jak zgrać i obrobić zdjęć, większość rzeczy da się ze smartfona...dwa wcześniejsze posty opublikowały się same ( zaplanowane) ale mimo wszystko...jest dziwnie.
Zwłaszcza że byłam w sklepie gdzie sprzedali mi zasilacz, upewniając się co do modelu i...nie pasuje, bo uwaga: wtyczka jest nie taka. No wesoło... Dopiero dzisiaj tam się przejdę i to też jedynie dlatego, że pracuję od 13ej.
Całą resztę majówki spędziłam głównie w ruchu i nie narzekam. Ogólnie największa szkoda, że nie mam póki co jak zgrać i obrobić zdjęć, większość rzeczy da się ze smartfona...dwa wcześniejsze posty opublikowały się same ( zaplanowane) ale mimo wszystko...jest dziwnie.
Zwłaszcza że byłam w sklepie gdzie sprzedali mi zasilacz, upewniając się co do modelu i...nie pasuje, bo uwaga: wtyczka jest nie taka. No wesoło... Dopiero dzisiaj tam się przejdę i to też jedynie dlatego, że pracuję od 13ej.





