Zaraz po świętach usiadłam, by podsumować mijający rok i zaplanować nieco nowy... To był udany wieczór. Nawet po zgoła miłych świętach potrzebowałam czasu dla siebie. Teraz więc czas na dopracowywanie planów, by od nowego roku ruszyć z kopyta. Mało mnie tu ostatnio i zapewne niewiele się w tej materii zmieni, przynajmniej w najbliższym czasie. Ale pisać będę tylko nieco... inaczej. Napiszę więcej niebawem...
W dzisiejszym wpisie będę udowadniać, że listopad owszem, może być kolorowy. A więc... Początek listopada to kolorowanie, kolorowanie i jeszcze raz kolorowanie. Poza tym rzucanie okiem na jesień za oknem w pracy i (obok i poniżej) gra w kalahę (mankalę) z Ma. - przy grzańcu i plotach. I tradycyjnie: pierwszy poniedziałek miesiąca w KOrsarzu czyli koncert Ceili i Reflinki, jesienne klimaty i zaraz...
Książki, po które sięgnęłam w listopadzie nie pochłonęły mnie jakoś szczególnie... nie było wśród nich perełek, o których nie umiałabym zapomnieć. Ot, poczytałam nieco, poszłam dalej i mam nadzieję, że trafię na coś, co mnie bardziej porwie. Oby :) A więc w listopadzie przeczytałam: 1. Paullina Simons: Sześć dni w Leningradzie Przeczytałam i momentami mi się nawet podobała. Tak troszkę. Jednak jakoś dość...