Dobrze mi w moim zwariowanym świecie. To taki świat, gdzie mam garstkę osób, które mnie akceptują taką, jaka jestem, i których akceptuję ja. Nie zawsze jest różowo, słodko i cukierkowo, nie zawsze jest miło, ale zawsze jest warto. Spięcia i wyjaśnienia, sielanka i ciche dni. No spoko, nic co ludzkie nie jest nam obce. To taki świat, gdzie czasem dobrym pomysłem jest pójście...
Po wariactwach kwietnia i zawirowaniach pierwszej połowy maja, mam w końcu poczucie, że idzie ku dobremu. Nawet o dziwo to, co wydawało się nie do rozplątania i ogólnie katastrofa - w tym momencie może nie jest euforycznym szczęściem, jednak daje pewną nadzieję, że będzie lepiej. Moja nowa muzyczna miłość (TUTAJ) a ja spędzam leniwą niedzielę sama ze sobą, porządkując wokół siebie, ale i...
Dosłownie i w przenośni. Bardziej dosłownie: za oknem ptaki znów śpiewają, trochę pada, powietrze pachnie ozonem i deszczem. A ja łapię chwile i piszę na moim zielonym laptopie, siedząc przy stole z zielonymi podkładkami, za oknem widząc zieleń i na oknie widząc zieleń. A ta bardziej metaforyczna burza? Kwiecień dał mi się mocno we znaki i tak naprawdę dopiero teraz zaczyna być... stabilnie...
Czas wbić sobie do głowy jedną, zasadniczo bardzo, bardzo ważną zasadę: najpierw dbasz o siebie, później dbasz o innych, nikomu nie pomożesz wyczerpana i pozbawiona sił. Kwiecień był jakąś totalną masakrą, mam nadzieję, że maj będzie dla mnie łaskawszy, bo... za dużo tego troszkę. A że wprowadzam w życie plan doprowadzenia do ładu mojego zieloniutkego laptopa zanim się zepsuje, to i trochę bardziej...
W kwietniu książkowo wędrowałam w czasie i przestrzeni, zgłębiałam temat bycia królową oszczędzania, zachwycałam się drobnymi i mniej drobnymi cudami (ok, z tym akurat nic nowego), towarzyszyłam w chorowaniu i miłości. Zwłaszcza tej miłości było dużo... na każdym kroku. Czas więc się podzielić moimi zachwytami z kwietnia. 1. Cait Flanders: Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów Z jednej strony ciekawa, bo mocno poruszająca...